Sobota, 19 sierpnia 2017

Ojciec, który czeka - IV Niedziela Wielkiego Postu

2013-03-10 11:10:35 (ost. akt: 2013-03-10 11:33:10)

Podziel się:

Obraz Rembrandta - "Powrót syna marnotrawnego"

Obraz Rembrandta - "Powrót syna marnotrawnego"

Autor zdjęcia: public domain/wikipedia.org

W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi przypowieść o marnotrawnym synu i miłosiernym Ojcu, który uszanował decyzję syna i pozwolił mu odejść. Bóg - miłosierny Ojciec - wybiega nam na spotkanie, gdy wracamy skruszeni i wzruszony obejmuje nas, przyjmując do domu.

EWANGELIA NA IV NIEDZIELĘ WIELKIEGO POSTU, ROK C, Łk 15,1-3.-11-13:

W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się.


PRZEBACZENIE DLA WSZYSTKICH


Ks. Maciej Bartnikowski Każdy, kto wątpi w moc sakramentu pokuty i pojednania; każdy, kto lęka się klęknąć w konfesjonale i wyznać swoje grzechy; każdy, kto zwleka ze swoim nawróceniem – powinien z uwagą przeczytać fragment Ewangelii IV niedzieli Wielkiego Postu, o marnotrawnym synu. Opowiedziana przez Jezusa przypowieść nie pozostawia wątpliwości, że Pan Bóg jest miłosierny i czeka.
Tak często jak syn marnotrawny opuszczamy wszystko i wszystkich, by żyć na własną rękę, według własnych reguł postępowania, by szukać szczęścia daleko od Pana Boga. I w konsekwencji dochodzimy do sytuacji, kiedy napełniamy swój żołądek strąkami, które jadły świnie – bagaż doświadczeń przygniata nas, nagromadzone błędy zamykają nas na miłość Boga. Wydaje się nam, że wszystko jest stracone, że tak już musi być. Z pomocą w przezwyciężeniu postawy zniechęcenia i strachu przychodzi nam postawa miłosiernego Ojca, który czeka, który nie przestaje nas kochać, który nie uzależnia swojej miłości względem nas od naszych upadków, czy grzechów. Przeciwnie On zawsze kocha nas tak samo i oczekuje tylko jednego: szczerego, pełnego skruchy wyznania: Ojcze zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem Ciebie. To może dokonać się tylko i wyłącznie w konfesjonale – w sakramencie pokuty i pojednania, gdzie miłosierny Bóg pochyla się nad nami i ze wzruszeniem wyznaje: wreszcie wróciłeś, tak czekałem...
Dlatego nie warto uciekać, nie warto przekładać spowiedzi na później – już dziś trzeba tak jak syn marnotrawny zdobyć się na odważny krok, by doświadczyć Bożego wzruszenia, Bożego przebaczenia i Bożej radości. Zmartwychwstanie już niebawem. Najpiękniej je przeżyjemy z czystym sercem.

ks. Maciej Bartnikowski

ŚWIECKIM OKIEM:

„Ojcze daj mi część majątku, która na mnie przypada” – powiada syn marnotrawny. Dokładnie na tym polega sama istota grzechu. Pan Bóg chce dać nam wszystko, chce dać samego siebie. My zaś często zachowujemy się jak syn marnotrawny i powiadamy: „Nie, Panie Boże, Ty mi nie jesteś potrzebny, mi wystarcza tylko Twoje stworzenia. Zresztą wydaje mi się Panie Boże, że ja lepiej, bez Twojej pomocy zatroszczę się o własne szczęście”.
Otóż, taka postawa na początku jest szalenie atrakcyjna, ale zawsze kończy się przegrana i rozpaczą. Czasem człowiek sobie tego nie uświadamia miesiącami i latami. Czasami nawet dopiero u kresu życia człowiek dostrzega, że zmierzał w złym kierunku.
Piękny jest obraz Wychodzącego ku człowiekowi Boga. Bóg robi krok w kierunku grzesznika, robi go jednocześnie wyciągając ramiona. Jezus cały czas zabiega o nasze zbawienie. Oczywiście On za nas tej drogi nie przejdzie. On nigdy nie narusza naszej wolności, ale będzie aranżował w naszym życiu różne sytuacje, dobijał się do naszego sumienia. Raz ześle burzę z piorunami, innym razem postara się o piękny wschód słońca albo postawi na naszej drodze dobrego spowiednika.

bet

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Modlitewnik Msze w Olsztynie Czytelnia Wieczory Uwielbienia Ciekawe strony

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB