Poniedziałek, 23 października 2017

O równości nierównych

2013-03-13 15:06:24 (ost. akt: 2013-03-13 15:21:20)

Podziel się:

Autor zdjęcia: sxc.hu

Według jednej z wpływowych zachodnich gazet odrzucenie projektów ustaw o związkach partnerskich w polskim Sejmie ma świadczyć o tym, że Polska pozostaje nadal na Wschodzie, a nie w centrum Europy.

Jako Burza w Sejmie po odrzuceniu projektów ustawy o związkach partnerskich, ujawniła w całej ostrości co najmniej dwa obszary dotykające problematyki etycznej w polityce. Pierwszym z nich jest szacunek dla sumienia posła w przypadku głosowań dotyczących problemów światopoglądowych. W zasadzie nie powinno być żadnych ograniczeń dla wolności sumienia jakiegokolwiek obywatela (jeżeli tylko nie narusza wolności innych i porządku publicznego), gdyż wolność sumienia plasuje się na samym szczycie kodeksu praw człowieka i należy niewątpliwie do praw podstawowych. Sytuacja staje się jednak szczególnie dramatyczna, gdy w grę wchodzą parlamentarne głosowania dotyczące kwestii etycznych w małżeństwie i rodzinie. Nie bez powodu pierwotnie także na poziomie unijnym głosowania tego typu zostały pozostawione w gestii państw członkowskich. Po tym szacunku dla rozstrzygnięć lokalnych nie pozostało jednak wiele, tak na płaszczyźnie unijnej, jak i krajowej. Zastrzeżenie wyrażone przez ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, który z trybuny sejmowej przestrzegał przed niekonstytucyjnością projektów, zostało uznane za brak lojalności. Posłowie, którzy przeważyli szalę głosowania na niekorzyść zmian godzących w rodzinę, musieli zmierzyć się z falą publicznego napiętnowania, część ich nazwisk pojawiła się nawet w telewizyjnych wiadomościach. Ani słowem nie wspominano przy tym o szacunku dla sumienia posła, a jest to przecież papierek lakmusowy, wskazujący na jakość demokracji parlamentarnej. Okazało się, że liczy się jedynie lojalność partyjna, mająca rzekomo unieważniać werdykt sumienia posła, który - jak płaszcz - miałby być przez niego pozostawiony w sejmowej szatni. Posłom, którzy nie ugięli się wobec takiego dyktatu, niebezpiecznie przypominającego sposoby dyscyplinowania w systemach totalitarnych, należy się niewątpliwie szacunek.

Drugi wątek etyczny dotyczy samego meritum sprawy - kwestii związków partnerskich. Można i trzeba krytycznie spojrzeć na ton dyskusji i sposób argumentacji, a szczególnie na niewybredny język i porównania - i to po obu stronach barykady. Jednak trudno zanegować to, że związek osób homoseksualnych nie jest i nigdy nie będzie formą małżeństwa, jak nie są nią także inne związki osób, które z jakichś względów - zazwyczaj chodzi o relację emocjonalną, oszczędność, wzajemną bądź jednostronną opiekę, wzajemne prawo uzyskiwania informacji itp. - zamierzają mieszkać i żyć w razem. Osoby takie mają zgodnie z już obowiązującym prawem cały szereg instrumentów prawnych, by określić i zabezpieczyć wzajemne prawa i obowiązki. Od początku jednak wiadomo, że nie o tego typu prawne niuanse tu chodzi. Celem nowego ustawodawstwa jest uzyskanie dla związków partnerskich, a szczególnie związków par jednopłciowych, społecznego uznania i statusu, analogicznego z uznaniem i konstytucyjnym wsparciem, jakim cieszy się małżeństwo. Kropką nad „i”, jak pokazuje przykład krajów zachodnich, jest zawsze prawo do adopcji dzieci przez pary homoseksualne, o które walka rozpoczynała się w tych krajach niemalże w tym samym dniu, w którym lokalne parlamenty przegłosowały ustawy o legalizacji związków partnerskich. By uzyskać ten cel nie wystarczą oczywiście argumenty, bo te byłyby dla większości zdrowo myślących ludzi nieprzekonujące. Nie ulega wątpliwości, że związki paramałżeńskie nie mają takiego znaczenia dla społeczeństwa, jakie ma trwała rodzina, w której rodzą się i są wychowywane nowe pokolenia. Kto nie poddaje się intensywnej progejowskiej propagandzie, temu trudno będzie uznać homo-, trans-, bi- oraz queerseksualizmu za „wariant normalności”, a raczej będzie w nich widział różne warianty psychoseksualnych zaburzeń. Obdarzenie tego typu związków przywilejami małżeńsko-rodzinnymi (a nie odbieranie im praw i przywilejów - jak twierdzą ich zwolennicy!) jest działaniem głęboko destrukcyjnym, godzącym w stabilność społeczeństwa. Takie argumenty nie tylko nie są słuchane, ale natychmiast bywają określane mianem faszyzmu. W kontekście kampanii dezinformacyjnych, szkalujących przeciwników związków partnerskich oraz nacisków ponadnarodowych organizacji (agendy unijne i organizacje pozarządowe), tym bardziej szanować i cenić należy tych posłów, którzy mają odwagę opowiedzieć się za wartością opartej na heteroseksualnym małżeństwie rodziny ze wszystkimi konsekwencjami takiej decyzji.

Według jednej z wpływowych zachodnich gazet odrzucenie projektów ustaw o związkach partnerskich w polskim Sejmie ma świadczyć o tym, że Polska pozostaje nadal na Wschodzie, a nie w centrum Europy. Patrząc na ten starzejący się, wyludniający się kontynent, który powoli zaczyna tonąć w ideologiczno-genderowej i hedonistycznej papce ponowoczesnego stylu życia, nie jest to wcale najgorsze miejsce. Dzięki niemu szanse na przetrwanie nie spadają do zera.

Ks. prof. Marian Machinek MSF

Ks. Marian Machinek MSF



Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB