Poniedziałek, 23 października 2017

Zaczęło się w Asyżu – czyli idea franciszkańska wczoraj i dziś

2013-04-10 19:22:40 (ost. akt: 2013-04-10 16:30:55)

Podziel się:

Obraz przedstawiający postać św. Franciszka z Asyżu.

Obraz przedstawiający postać św. Franciszka z Asyżu.

Autor zdjęcia: Albert Chevallier Tayler / wikipedia.org / public domain

Miesiąc temu, w dniu 13 marca, byliśmy świadkami wyniesienia kard. Jorge Mario Bergoglio do godności biskupa Rzymu. Nowy papież przybrał imię Franciszek, jak sam później wyjaśnił, ku czci św. Franciszka z Asyżu. Przyjrzyjmy się zatem idei franciszkańskiej.

Rzadko w dziejach ludzkości pojawia się taki człowiek jak św. Franciszek. Żył w XIII wieku, a stale fascynuje ludzi, ciągle nowe pokolenia starają się zgłębiać temat franciszkańskiej duchowości. Franciszkowe słowa, gesty, czyny, modlitwy wzbudzają do dzisiaj głębokie przeżycia. Jeśli zrozumiesz Franciszka, przestaniesz się martwić o swój byt, pomyślność, przestanie cię dręczyć ciągły lęk. Trzeba porzucić wszystko, aby odnaleźć to, co jest naprawdę ważne. Roman Brandstaetter pisał w Kronikach Asyżu: „Kto raz był w Asyżu, pragnie zbudować świat na wzór Asyżu”. Nauka Chrystusa ucieleśnia się tutaj po raz wtóry, dlatego w tym krajobrazie jest coś z atmosfery Ziemi Świętej, z wersetów Ewangelii. Krajobraz kształtuje osobowość człowieka, również on w dużej mierze tak właśnie uformował postać Franciszka. To właśnie w tym miejscu wypełnił się krótki, bo zaledwie czterdziestoczteroletni żywot człowieka przepełnionego miłością Boga do granic przedtem u ludzi nie widzianych. Franciszek przybrał pustelniczy ubiór, przepasał się sznurem i nie rozumiany przez ludzi, oddał się na wyłączną służbę Bogu i bliźnim.

Przez wiedzę do miłości


Liczyła się dla niego tylko ta wiedza, która prowadzi do miłości. Uważał, że wiedza w powszechnym znaczeniu tego słowa usztywnia ducha i utrudnia posłuszeństwo, zabijając jednocześnie praktykę pokory. Miłość Słów Bożych dawał mu wyczucie teologii i udział w wiedzy, której nie musiał poszukiwać ani zdobywać. Nie wynalazł jakiejś nowej, oryginalnej drogi poznania Boga. Naczelną wartością była dla niego Ewangelia, i to właśnie na wzór Ewangelii Franciszek ukazywał model życia zakonnika. W regule Braci Mniejszych mamy trzy śluby: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Każdy z nich wiązał się z różnymi szczegółowymi wskazówkami. Głównym zajęciem braci miało być apostolstwo wśród wiernych, a także misje wśród pogan.
Jesienią 1205 roku Franciszek, do którego łaska Boża zaczynała już przemawiać, wszedł po raz pierwszy do popadającego w ruinę kościoła św. Damiana. Znajdował się on poza murami Asyżu. Zaczął się gorliwie modlić przed wiszącym w ołtarzu bizantyjskim krzyżem. Posłyszał wówczas, jak Chrystus z krzyża przemówił do niego: „Franciszku, nie widzisz, że mój dom chyli się ku upadkowi? Idź więc i napraw go dla mnie”. Święty odparł, że uczyni to jak najchętniej, myśląc, że chodzi tylko o remont. Po jakimś czasie dopiero zrozumiał, że Bogu chodziło o coś więcej, o szczególny charakter powołania, o działalność, która miała na celu odbudowanie Kościoła Powszechnego, bo ten targany wewnętrznymi i zewnętrznymi sprzecznościami, chylił się ku upadkowi. O odnowę Kościoła w ludzkich sercach. Widzimy ją i dzisiaj. Buduje się wiele nowych świątyń, święci duchownych, udziela sakramentów, ale wielu pyta: jak być w dzisiejszym świecie chrześcijaninem?” Przesłanie płynące z krzyża „Odbuduj Kościół w sobie”, każdy, kto ma serce szczerze otwarte powinien autentycznie odnieść do swojego życia. Może od tego właśnie należałoby zaczynać nawrócenie dzisiaj. Życie chrześcijanina dla Franciszka łączyło się z jednym, zasadniczym drogowskazem: Dobrą Nowiną. Trudne było to do pojęcia dla teologów, ale tak już bywa, że najprostsze rozwiązania, te leżące w zasięgu ręki, najtrudniej dostrzec.

"Sakrament ubóstwa"


Ubóstwo było pieczęcią i koroną franciszkańskiej duchowości. Było jakby sakramentem – spotkaniem się z ubogim Jezusem. Dla Świętego ubóstwo nie było celem samym w sobie, nie mogło bowiem prowadzić ani do samouwielbienia, rewolucji, czy też do żebractwa i nędzy. Bogacze stając się miłosierni, rozdając dobra i majątki, wypełniali największe przykazanie – przykazanie miłości. Całe życie Franciszka świadczyło, że jest Bożym wybrańcem. Ludzie lgnęli do niego, chcieli go zobaczyć, posłuchać. Urósł do rangi symbolu religijnego ówczesnej epoki, jest człowiekiem, którego życie do dzisiejszego dnia podziwia i naśladuje wielu ludzi. Świadectwo Franciszka musiało być porywające, skoro w tak krótkim czasie zdołał on przez swoich braci opanować duchowo niemal całą Europę. I tak jest do dzisiaj. Jedno wiemy na pewno, że bez Świętego z Asyżu nie byłoby takich krzewicieli miłości, jak brat Albert, ojciec Kolbe, doktor Korczak, czy matka Teresa, a także innych żywych świadectw Ewangelii. Tylko więc pozornie może się wydawać, że Franciszkowe idee utraciły w ciągu wieków swoją nośność.

Było kilka przełomowych momentów w życiu św. Franciszka. Przede wszystkim wspomniane już wezwanie z San Damiano, a także zaślubienie ubóstwa, czyli małżeństwo z Panią Biedą. Mając na uwadze poetycki styl wyrażania się Franciszka, jego artystyczną duszę, możemy uznać ten obraz za pełen symboliki. Jego oblubienica, Pani Ubóstwo, stanie się uosobieniem Ewangelii, absolutnym naśladowaniem drogi Chrystusa. Dla niej umierał na koniec na nagiej ziemi, ogołocony ze wszystkiego. Św. Franciszek z Asyżu nie chciał zakładać żadnych struktur czy instytucji. Miał na uwadze jedynie bractwo żyjące Ewangelią – bez żadnej własności, bez domów zakonnych. Wszystko miało być własnością Boga i nie być uzależnione od jakiejkolwiek ziemskiej władzy.

Duch ubóstwa


W życiu Franciszka bardzo ważne jest oddzielenie nędzy od ubóstwa. Jest między nimi, może na zewnątrz trudno dostrzegalna, ale jednak zasadnicza różnica: ubóstwo jest dobrowolnym przyjęciem życia w ogołoceniu i ma szanse stać się źródłem postępu ludzkości, natomiast nędza może być piekłem za życia, przyczyną najgorszych upadków i desperacji. Franciszek nie przejmował tym, co przyniesie kolejny dzień, z wiary czerpał przeświadczenie o Bożym miłosierdziu. Wierzył, że Pan go nie opuści. Zaleceniem Świętego było, aby nowicjusze posiadający majątki, przed przyłączeniem się do braci rozdali swoje majątki ubogim. Jednocześnie głosząc Dobrą Nowinę bogatym, nie oczekiwał wyrzeczenia się jakiejkolwiek własności. Wymagał natomiast ducha ubóstwa, ducha nie przywiązywania się do rzeczy doczesnych, ducha wewnętrznej wolności, dzięki któremu człowiek potrafi dostrzec piękno w najskromniejszych nawet przedmiotach.

Dzisiaj niewielu może pamięta, że to właśnie św. Franciszek wprowadził na stałe świętowanie przy żłóbku do liturgii Kościoła. Uważał on, że Boże Narodzenie jest świętem ponad świętami, gdyż wtedy Bóg stawszy się dziecięciem , zawisł u piersi ludzkich. Radował się z tajemnicy Wcielenia Syna Bożego, chylił czoło przed miłością utajoną w największym ubóstwie.

Natura w oczach św. Franciszka


Spojrzenie na przyrodę oczami Franciszka jest bardzo dziwnym i fascynującym uczuciem. Nie ma gór, lasów, dolin, wzgórz, ale jest coś żywego, w czym odbija się podobieństwo Stwórcy. Krajobraz stanowi jakby jedyny, niepowtarzalny widok, stanowi własną odrębność, podobnie jak nie ma dwóch takich samych ludzkich twarzy.
Miłość Franciszka polegała na szacunku do każdej żywej istoty, na szczególnym rodzaju współodczuwania. Dla niego bliźnim jest zarówno człowiek jak i jagnię, które wykupuje i oswobadza; robaczek, którego przenosi w bezpieczne miejsce, oraz woda, której nie pozwala deptać. Taki właśnie był Franciszek: nie gasił świeczki, gdyż litował się nad ogniem. Źródłem takiego stosunku do świata jest miłość do Chrystusa, która leży u podstaw wszelkiego działania. Bóg przemawiał do niego wonią kwiatów, kolorami nieba, czy też ciepłem słońca i ognia. Uczucia te wyśpiewa we wspaniałym hymnie Pochwała stworzeń, którego genezą gatunkową jest kantyk trzech młodzieńców z Księgi Daniela. Jego stosunek do przyrody zamykał się w pierwszych słowach Credo, głoszących wiarę w Ojca, który zarazem jest Stwórcą. Postrzegał on świat jako dzieło Boga, któremu wszystkie stworzenia służą, poznają Go i kochają. Wiele faktów z życia Świętego świadczy o jego wielkiej miłości, wielkim szacunku do każdego stworzenia. Przytoczę w tym miejscu jeden przykład: Pewnego razu współbrat dał Franciszkowi żywego zajączka, złapanego w sidła. Święty ujrzawszy jaka krzywda go spotkała, rzekł: „Bracie zajączku, choć do mnie. Dlaczego dałeś się pochwycić?”. Wypuszczony przez brata skoczył Franciszkowi na kolana i w żaden sposób nie można go było odciągnąć. Wiele razy zestawiany na ziemię, uciekał z powrotem pod opiekę Świętego, który wobec tego kazał braciom odnieść go do lasu. Franciszek w bogactwie przyrody odnajdywał rekompensatę za własne, całkowite ubóstwo. Zwierzęta przybliżały Bożą dobroć i mądrość, wzruszały go oraz skłaniały ku nieustannej modlitwie.

Św. Franciszek był wielkim poetą, całe życie układającym mowy i pieśni, szczególnie wtedy, gdy nie mógł już oglądać piękna stworzonego świata. Kochał wszystko co żyło, co było dziełem Boga, był piewcą i obrońcą przyrody jako nieskazitelnego odblasku Stwórcy. Wyrażała się w tym franciszkańska filozofia życia, mająca swoje źródło w Ewangelii. Umiłował krzyż, roniąc nad nim łzy wzruszenia i współcierpienia, aż do naznaczenia ranami – stygmatami Pańskiego konania i śmierci. Umierał w wielkim cierpieniu cielesnym, zupełnie ślepy.

Pokój, dobro i pojednanie – to są tak konieczne i oczekiwane wartości, bez których człowiek i świat nie mogą się obyć. Jak mówi legenda, w dzień urodzin Świętego tajemniczy wędrowiec zawołał przed domem: „Pokój i dobro”, a następnie chciał koniecznie zobaczyć niemowlę, przepowiadając mu wielkość i świętość. Do dzisiaj hasło „Pokój i dobro” stanowi motto i pozdrowienie franciszkańskie.

Ewelina Siwek

Artykuł napisany na podstawie książki Cz. Ryszki „Zaczęło się w Asyżu”.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB