Wtorek, 22 sierpnia 2017

Życie po rozwodzie rodziców

2013-04-18 09:41:09 (ost. akt: 2013-04-18 10:35:26)

Podziel się:

Autor zdjęcia: sxc.hu

O rozwodzie rodziców, relacjach z innymi i szukaniu wyjścia z trudnej sytuacji rozmawiamy z dorosłym dzieckiem rozwiedzionych rodziców, Magdaleną (27 l.), młodą mężatką i mamą dziesięciomiesięcznej córki.

— Ile miałaś lat, gdy rozstali się twoi rodzice?
— 17.

— Jak na to zareagowałaś?
— Oboje — ze starszym o sześć lat bratem — dowiedzieliśmy się długo po decyzji rodziców. Nie było to dla nas zaskoczeniem. Raczej ulga i wielkie współczucie dla mamy.

— Z jakimi problemami spotkałaś się przez pierwsze lata po rozstaniu rodziców?
— Ze sprawą alimentów. Wiedziałam, że tata może dać więcej niż daje, ale nie miałam odwagi o to prosić. Innym problemem był dla mnie jego widok z inną kobietą, a także jego odnoszenie się do mamy i do całej jej rodziny — bardzo negatywne i obrażające.

— A twoje kontakty z ojcem po rozwodzie — jak wyglądały?
— Kontakt był raczej taki, powiedziałabym, odświętny. Dziadkowie obojga rodziców mieszkają w jednej wsi, a tata po rozwodzie mieszkał właśnie u swoich rodziców, więc przy każdych odwiedzinach dziadków się spotykaliśmy. Spotkania były bardzo... napięte. Raczej oschłe i wymuszone.

— Od tamtej pory minęło dziesięć lat, co się zmieniło w relacjach z rodzicami?
— Z mamą mam bardzo dobre relacje i prawie codzienny kontakt, a z tatą od czasu do czasu. Gdy urodziłam córeczkę, ojciec trochę częściej do mnie dzwoni, ale są to rozmowy krótkie, rzeczowe. Spotkania z nim — jak tylko mogę — ograniczam.

— Jesteś mężatką — jak z perspektywy czasu oceniasz swoje relacje z mężczyznami, czy rozstanie rodziców miało na nie wpływ?

— Oj, ogromny. Może nawet nie tyle rozstanie rodziców, co cała sytuacja rodzinna. Od czasu dojrzewania bardzo chciałam być akceptowana przez chłopaków, chciałam być inaczej traktowana niż moja mama. Każda nawiązywana bliższa relacja była, moim zdaniem, chora i każdy związek był patologiczny. Również historia mojego bycia z mężem była trudna — przede wszystkim dla niego. Za wszelką cenę chciałam być inna niż moja mama: nieuległa i zgadzająca się na wszystko, tylko władająca wszystkim i wszystkimi. Dzięki Bogu, trochę się to zmieniło.

— Jak podchodziłaś do własnego małżeństwa — ciężko było podjąć decyzję o założeniu rodziny?

— Od kiedy pamiętam, chciałam mieć rodzinę inną niż moja, więc nie miałam problemu z podjęciem takiej decyzji. Dzięki uczestniczeniu w rekolekcjach oazowych i terapii moje zachowania, reakcje i oczekiwania zmieniły się, a także żal i złość wobec ojca w znacznej mierze się zmniejszyła.

— Co chcesz przekazać dzisiaj małżonkom, którzy rozważają rozstanie?

— Wszystko zależy od sytuacji. Nie wyobrażam sobie, że moi rodzice mogliby dalej żyć razem. Na pewno skończyłoby się to jakimś nieszczęściem. Moja mama dalej uważa ojca za swojego męża i będzie jego żoną do końca życia. Moim zdaniem, warto apelować do par i narzeczonych, żeby analizowali każde zachowanie swojej drugiej połowy, bo już wtedy widać jak na dłoni, jakim małżeństwem będą w przyszłości. Małżeństwom z problemami, według mnie, może pomóc tylko Pan Bóg i grupa mądrych ludzi. Innego wyjścia nie widzę. Sobie już nie ufają, nie chcą ze sobą być — więc tylko ten Najwyższy może być dla nich tym, co ich łączy.

AW

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB