Sobota, 24 czerwca 2017

Noc miłości małżeńskiej - szansa na rozwój

2013-05-01 20:39:31 (ost. akt: 2013-04-29 00:40:26)

Podziel się:

Autor zdjęcia: sxc.hu

Wbrew przekonaniu zakochanych uczucie łączące ich nie trwa wiecznie, lecz przemija jak wszystkie inne uczucia i emocje. Ukochana osoba traci swój blask, coraz bardziej widoczne stają się jej wady, słabości, niedociągnięcia. Rozmowy, słuchanie i przebaczenie stają się trudniejsze i powraca uczucie samotności, pewna wewnętrzna pustka.

Tematowi miłości, łączącej kobietę i mężczyznę poświęcone są niezliczone ilości książek, poematów, wierszy, artykułów, obrazów czy piosenek. Nic w tym dziwnego, bowiem człowiek stworzony został z miłości i dla miłości. Większość z nas jednak myli miłość z zakochaniem, które ma być jedynie zaproszeniem do pokochania się wzajemnie miłością prawdziwą. Jest ono niczym pukanie do człowieczego serca.

Zakochanie przychodzi do ludzi w pewnym sensie jako dar – często upragniony, a czasem nieoczekiwany. Mówi się, że widzimy w drugim same zalety, bo patrzymy przez różowe okulary. To coś, co nas w nim zachwyca – to przeczucie jego wewnętrznego piękna, ukrytej zdolności do miłości i dobra. Być może trzeba będzie te zdolności w przyszłości odkrywać i rozwijać, gdyż dobro, które Bóg pozwolił nam ujrzeć w drugiej osobie jest jedynie wezwaniem, aby razem dorastać do pełni. Uczucie zakochania jest również potrzebne człowiekowi do zaakceptowania samego siebie i swojej przeszłości. Pobudza do bezinteresowności i troski o drugiego – ma zatem swoje określone cele.

Wbrew przekonaniu zakochanych uczucie łączące ich nie trwa wiecznie, lecz przemija jak wszystkie inne uczucia i emocje. Ukochana osoba traci swój blask, coraz bardziej widoczne stają się jej wady, słabości, niedociągnięcia. Rozmowy, słuchanie i przebaczenie stają się trudniejsze i powraca uczucie samotności, pewna wewnętrzna pustka. Zauważamy, że druga osoba nie jest w stanie zaspokoić wszystkich naszych pragnień, potrzeb i oczekiwań. Wielkim błędem jest jednak myśleć, że skończyło się coś ważnego i miłość bezpowrotnie odeszła. Dzieje się tak, gdyż każdy z nas oprócz dobra nosi w sobie także zło, a miłość romantyczna nie jest legendarnym Graalem, który spełni marzenia tych, którzy go odnajdą. Sama w sobie nie może dać człowiekowi pełni szczęścia, gdyż osiąga się je dopiero w Bogu, w wieczności. Dlatego też samotność, która pojawia się wraz z wygaśnięciem zakochania w rzeczywistości jest niczym innym jak tęsknotą za komunią z Bogiem. Ci którzy boją się jej i odrzucają ją skazują się na życie w ciągłych żalach i pretensjach, gdyż ukochana osoba nigdy nie zaspokoi w pełni ich pragnień. Samotność ta ma być bodźcem do zaakceptowania samych siebie i dorastania do miłości opartej na prawdzie.

Aby przetrwać tą tzw. noc miłości trzeba nauczyć się pokory, należy przyznać się do swych ograniczeń i słabości oraz otworzyć się na działanie i miłość Boga. Szczególnie ważna staje się cierpliwość i zaufanie. Wówczas doświadczenie nocy stanie się dla małżonków szansą do pogłębienia wzajemnej miłości. Przestanie być ona podległa kierownictwu niestałych uczuć, a stanie się dojrzała i podległa woli. Miłość z Bożym znakiem jakości jest lepsza od najbardziej euforycznego zakochania. Gwarantuje nam to sam Chrystus, który przyszedł do nowożeńców w Kanie i kiedy skończyło im się pierwsze wino (symbol zakochania), przemienił wodę (ich stan nieodczuwania, szarą codzienność) w wino o dużo lepsze (dojrzałą małżeńską miłość, opromienioną Bożą obecnością).

/Ewelina

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB