Wtorek, 12 grudnia 2017

Ludzie potrzebują wspólnoty

2013-05-02 08:18:28 (ost. akt: 2013-05-02 00:00:20)

Podziel się:

Autor zdjęcia: sxc.hu

Niebezpieczne i prowadzące do zgubnych skutków jest uznanie tradycyjnej wizji rodziny i małżeństwa za jedną z wielu propozycji bycia razem. Kryzys małżeństwa i rodziny wynika z kryzysu tożsamości człowieka, więc największym złem niszczącym rodzinę jest fałszywa autonomia człowieka a najbardziej radykalnym zaatakowaniem tożsamości człowieka jest rozłączenie dwóch fundamentalnych wartości: życia i miłości.

Rodzina stanowi pierwotne i naturalne środowisko rozwoju człowieka.
Stanowisko to potwierdzają poglądy politologów i prawników, których dowód znajdziemy m.in. w Konstytucji RP oraz Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, której artykuł 16 głosi: „Rodzina jest naturalną i podstawową komórką społeczeństwa i ma prawo do ochrony ze strony społeczeństwa i państwa”. Analogiczną koncepcję przedstawia także Kościół Katolicki, który w swoim nauczaniu nazywa rodzinę „podstawową społecznością ludzką złożoną z małżonków i ich dzieci a także osób związanych ze sobą pokrewieństwem”. Traktowanie rodziny jako szczególnej części społeczeństwa obecne jest w mentalności wszystkich narodów i religii świata. Niezależnie jednak od koloru skóry, miejsca czy sposobu kontaktu z Bogiem na współczesne rodziny czyha szereg niebezpieczeństw. Jan Paweł II określił rodzinę jako „wspólnotę życia i miłości, wspólnotę, która jest jedyną drogą do człowieczeństwa oraz miejscem formowania się duchowego profilu każdej istoty ludzkiej – i jeśli wspólnota ta poddana zostanie bodźcom, które osłabią jej funkcjonowanie zdecydowanie ucierpi na tym człowiek”. Niebezpieczeństw jest wiele…

Niebezpieczne i prowadzące do zgubnych skutków jest uznanie tradycyjnej wizji rodziny i małżeństwa za jedną z wielu propozycji bycia razem. Kryzys małżeństwa i rodziny wynika z kryzysu tożsamości człowieka, więc największym złem niszczącym rodzinę jest fałszywa autonomia człowieka a najbardziej radykalnym zaatakowaniem tożsamości człowieka jest rozłączenie dwóch fundamentalnych wartości: życia i miłości.
To zjawisko ma miejsce przy uznaniu za rodzinę par homoseksualnych. W liście z okazji Roku Rodziny 1994 Papież Jan Paweł II pisał, że „(…) Właśnie rodzicielstwo stoi u podstaw wspólnoty życia: jako wspólnoty osób zjednoczonych w miłości (…)”.

Rodzicielstwo jest zatem nieodłączną częścią prawidłowej rodziny, rodziny niemożliwej
do zbudowania przez osoby tej samej płci. Ponadto istotnym zagrożeniem wynikającym
z funkcjonowania w społeczeństwie par homoseksualnych coraz silniej dążących
do możliwości adopcji jest prawdopodobieństwo przekazania podczas procesu socjalizacji niezgodnych z zamysłem Bożym wzorców zachowań. Dziecko dorastające w kulturze
tzw. „miłości homoseksualnej” może bowiem w dorosłym życiu dążyć do powielania schematu dla niego pierwotnego.

Liberalne postawy wobec ogólnie przyjętych norm i przekonań oraz negacja podstawowych wartości tradycyjnej rodziny powodują różnego rodzaju niebezpieczne modyfikacje form życia rodzinnego i powstanie tzw. alternatywnych stylów życia. Zalicza się do nich np. małżeństwa grupowe, rodziny wspólnotowe, związki kohabitacyjne, czy małżeństwa otwarte i wahadłowe. Stanowią one zagrożenie i negację podstawowych wartości oraz etyczno – moralnych wzorów dla dzieci wychowywanych w takich formach życia. Dorosłym natomiast stwarzają przede wszystkim przestrzeń złudnej wolności
do ewentualnej samorealizacji i rozwoju jednostki.

Ideologie alternatywnych stylów życia rodzinnego powodują przesunięcie nacisku
z potrzeb dziecka, które dominują w tradycyjnej rodzinie w kierunku nacisku na potrzeby emocjonalne i seksualne dorosłych. Gdy współcześnie rozważa się zjawisko zagrożeń rodziny i małżeństwa pojawiają się problemy związane z niebezpieczeństwami wynikającymi
z rozpowszechniania idei antykoncepcji. Ks. Wacław Gubała twierdzi, że „antykoncepcja jest wyrazem sprzeciwu wobec miłości rodzicielskiej i wynika z zaniku poczucia świętości ludzkiej płodności (…)”. Uprzedmiotawia więc i upadla partnera.
Stosując antykoncepcję małżonkowie, jak mówił Jan Paweł II „manipulują oraz poniżają płciowość ludzką (…) fałszując wartość całkowitego daru z siebie”.

Przeciwdziałanie poczęciu przyczynia się z pewnością do utrwalenia egoizmu w małżeństwie oraz wewnętrznej niechęci wobec dziecka. Osoby stosujące antykoncepcję często nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że „(…) bez otwarcia się na rodzicielstwo stosunek małżeński
nie może być aktem prawdziwej miłości jednoczącej dwie osoby (…) a (…) poprzez antykoncepcję w akcie małżeńskim dokonuje się tylko zespolenie cielesne (…)” – jak nauczał Papież Polak – Orędownik Rodziny. Co więcej, antykoncepcja buduje zgoła nieprawidłowy i fikcyjny system wartości, zwłaszcza u ludzi młodych, którzy rozpoczynając przedmałżeńskie współżycie seksualne przekonani są, że to im należy się prawo
do decydowania o czasie poczęcia nowego życia. Zapominają, że tylko Bóg ma prawo dawać i odbierać życie. A przecież dar życia przekracza człowieka i otwiera go na prawdziwego Dawcę.

Posługiwanie się środkami antykoncepcyjnymi wywołuje postawę przeciw istnieniu człowieka i prowadzi w prostej linii do postawy proaborcyjnej. Wystarczy bowiem, że techniki zapobiegania ciąży zawiodą a automatycznie niemal pojawia się panika i otwarta agresja wobec rozwijającego się w kobiecym łonie „niechcianego dziecka”.
„Dzieci wpadki” jak się je powszechnie nazywa często padają ofiarami aborcji.
I chociaż 7 stycznia 1993r. rząd w Polsce zdelegalizował ten proceder, wprowadzając w życie Ustawę o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerwania ciąży, a Kościół Katolicki na czele z Janem Pawłem II wzywał do budowania „cywilizacji miłości”, aborcję zaś nazywając po prostu morderstwem, to wciąż w naszym kraju i na całym świecie wiele kobiet decyduje się „usunąć problem”.
Dr psychologii Dorota Kornas – Biela w wykładzie wygłoszonym 29 października 1993r.
w Gdyni na międzynarodowej konferencji „Miłość – Życie – Rodzina” nazwała aborcję destrukcyjną, ale nie tylko dla samego dziecka, także dla kobiety – matki, życia, ojca, narodu, gatunku ludzkiego. Przerwanie rozwoju prenatalnego, jak dowodzą badania, sięga bardzo szerokiej, globalnej wręcz przestrzeni. Niezwykle silnie wpływa na psychikę matki
jako tzw. PAS, czyli syndrom poaborcyjny, ojca – wywołując „czarny kontynent”
jego wnętrza, a także dzieci urodzonych przed, po lub mimo zabiegu. „Ocaleńcy po aborcji” odczuwają zwykle głęboki psychiczny dyskomfort czy uraz kładący się cieniem
na ich przyszłym, dorosłym już życiu.

Aborcja rozchwiewa psychikę kobiety. Prowadzi często do nerwicy, depresji
czy apatii i całkowitej obojętności. Taka postawa kobiety i reakcja mężczyzny mogą doprowadzić do nawarstwiających się sporów i konfliktów wewnątrzrodzinnych
i małżeńskich, które są kolejnym niebezpieczeństwem dla „domowego ogniska”.
Oczywiście nie tylko aborcja jest ich powodem. Nie sposób nazwać i przywołać wszystkich. Każde niemal niebezpieczeństwo ma źródło w braku kontaktu zarówno na płaszczyźnie rodzic – rodzic jaki i rodzic – dziecko. I właśnie ten układ jest najważniejszy.

Jeśli rodzice poświęcają swoim dzieciom czas to są w stanie ukształtować ich światopogląd
i hierarchię wartości na długo przed tym, zanim dzieci wejdą w tzw. „trudny wiek” i środki masowego przekazu zaczną wywierać presję w dziedzinie sposobu spędzenia wolnego czasu, zainteresowań, złych nawyków, agresji czy seksualności. Dzieci bez względu
na wiek spragnione są zainteresowania, akceptacji, przyjaźni, poczucia bezpieczeństwa
ze strony swoich rodziców. Najlepszym źródłem poczucia bezpieczeństwa dziecka
jest jego przeświadczenie, że rodzice naprawdę szczerze się kochają oraz umiejętność okazywania czułości i ciepłych, serdecznych uczuć swemu dziecku. Brak wszystkich
tych elementów występuje często w rodzinach dysfunkcyjnych.

Kłótnie i nieporozumienia między małżonkami prowadzą często do rozpadu trwałości i ciągłości związku w postaci separacji bądź rozwodu. Młodzi ludzie ponoszą zarówno emocjonalne jak i społeczne skutki rozstania swoich rodziców. Są one negatywne
i dalekosiężne, gdyż Bóg chce abyśmy właśnie w domu rodzinnym nauczyli się kochać,
gdzie najlepszym przykładem jest wzajemna miłość naszych rodziców oraz uczucia,
którymi nas obdarowują. Gdy rodzina rozpada się i rodzicielski model przestaje funkcjonować, dzieci dorastają nie wiedząc jak okazywać miłość i jak ją przyjmować.
To powszechne zjawisko w naszych czasach. Około 1/3 małżeństw w Polsce kończy
się rozwodem, a w wielu związkach miejsce miłości zajmuje nienawiść, nieufność
lub całkowita obojętność. Nic zatem dziwnego, że wielu młodych ludzi nie potrafi stworzyć autentycznego związku scementowanego miłością.

Współczesny człowiek polemizuje z rozumieniem więzi rodzinnej. Wybiera to, co dla niego wygodne i niekrępujące, bo tego wymagają czasy, w których żyje. Rynek pracy wymaga mobilności i dyspozycyjności, a małżeństwo, rodzina i dzieci wymagają poświęcenia czasu i stabilności. Takie stanowisko wyraźnie pokazuje, że więzy rodzinne stają się coraz bardziej kruche i wzrasta niebezpieczeństwo ich rozpadu, kiedy próby porozumienia nie satysfakcjonują partnerów. Pokazuje także, jak niezwykle łatwo zniszczyć to „uprzywilejowane miejsce pierwszego kontaktu człowieka z miłością”.

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że niszcząc ład w sobie, niszczymy
go w odniesieniach ludzkich, a przede wszystkim w rodzinie. Tylko w oparciu o wzmocnienie rodzin możliwe są budowanie świata, postęp ludzkości i prawdziwy humanizm.
M.J.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB