Poniedziałek, 24 lipca 2017

Czas na Latynosa

2013-05-13 13:13:54 (ost. akt: 2013-05-13 13:18:06)

Podziel się:

Autor zdjęcia: Kadr z filmu Youtube/ Standardowa licencja youtube

W nieco ponad miesiąc od ogłoszenia rezygnacji z urzędu przez Benedykta XVI Kościół otrzymał nowego papieża. Zaskoczenie było kompletne. Jeszcze rano w dniu wyboru media donosiły ‒ jak zwykle „z dobrze poinformowanych źródeł” ‒, że dwaj inni kandydaci „idą łeb w łeb”, dzieląc między siebie głosy kardynałów zebranych na konklawe. Zamęt w ekipach sprawozdawczych, którym w pierwszej chwili brakowało materiałów o nowym papieżu, pokazał, jak „dobrze” poinformowane były ich źródła…

Nowy papież jest w jeszcze większym znaczeniu nowy, niż swego czasu był Karol Wojtyła: pierwszy spoza Europy, pierwszy, który przyjął imię Franciszek, pierwszy jezuita na Stolicy Piotrowej. Jego pierwsze decyzje potwierdzają, że będzie to pontyfikat gestów łamiących utarte zwyczaje i watykańską etykietę. Wydaje się jednak, że mimo tego będzie to także pontyfikat kontynuacji w najlepszym tego słowa znaczeniu. Lektura udostępnionych polskiej opinii publicznej homilii kardynała Jorge Mario Bergoglio pokazuje pasterza z wyraźną pasją społecznikowską, który jednak pozostaje wierny nauce dogmatycznej i moralnej Kościoła i trwa niezłomnie przy jej głównych liniach: prymacie Chrystusa, katolickiej eklezjologii, ochronie życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, katolickiej etyce seksualnej czy kapłańskim celibacie.

Po początkowym zaskoczeniu (bukmacherzy dawali mu jedynie 4 % szans na wybór!) i pierwszej nagonce medialnej związanej z rzekomą współpracą z juntą wojskową i współwiną za więzienia i tortury zaangażowanych społecznie kapłanów, nadszedł czas na spokojne komentarze pierwszych wypowiedzi i decyzji papieża Franciszka. Nowy papież nie mieści się w żadnych szablonach i to nie tylko tych, którymi posługują się media, ale nawet tych, jakie charakteryzują spojrzenie na papiestwo osób wierzących. Jego mocne wyakcentowanie pomocy potrzebującym i spraw socjalnych należy właściwie do repertuaru idei lewicowych, jednak nie sposób posądzać Franciszka ani o sympatie z ideologią lewicową, ani też z tak nastawioną teologią wyzwolenia, którą zdecydowanie swego czasu krytykował. Jego niekonwencjonalne, spontaniczne zachowania i krótkie homilie wskazują na osobowość i dynamikę charakterystyczną dla człowieka czynu, a jednak trudno nie dostrzec duchowej głębi i ukierunkowania na samo centrum wiary i teologii - na Jezusa Chrystusa.

Tym, co nakazuje ostrożność w ocenie nowego papieża nawet krytykom takich zachowań, jak np. pozostanie w domu św. Marty zamiast przenosin do apartamentów papieskich, jest przeszłość kardynała Bergoglio. Jego pierwsze gesty i słowa bardzo wyraziście współbrzmią z całym dotychczasowym stylem życia argentyńskiego hierarchy. Franciszek jest po prostu pasjonatem Ewangelii, który przeżywa ją całym sobą, kocha ludzi i chce być blisko nich, zdecydowanie usuwając wszelkie zbędne bariery. Zawsze był w po prostu pasterzem dla powierzonej mu Bożej owczarni.

Franciszek bardzo dobitnie opisał postawę pasterza w homilii w czasie Mszy św. na poświęcenie krzyżma w Wielki Czwartek. W swoim prostym, bardzo komunikatywnym stylu Franciszek szkicuje główne linie teologii kapłaństwa. Centralnym pojęciem jest tutaj namaszczenie, które odnosi się nie tylko do wybranych do służby ołtarza, ale całego ludu Bożego, który jest przecież nazwany Ludem Kapłańskim. Kapłan zostaje namaszczony właśnie po to, by ze swego namaszczenia udzielać ludowi. Dobrego kapłana poznaje się po tym, jak namaszczony jest jego lud. […] Nasi wierni przyjmują Ewangelię głoszoną z namaszczeniem, przyjmują, kiedy głoszona przez nas Ewangelia przenika do ich życia codziennego, kiedy spływa jak olejek Aarona aż po krańce rzeczywistości, kiedy oświeca sytuacje graniczne, „peryferie”, gdzie wierni są najbardziej narażeni na napaść tych, którzy pragną ograbić ich z wiary. […] A kiedy czują, że woń Pomazańca, Chrystusa, dociera za naszym pośrednictwem, czują się zachęceni, aby powierzyć nam to wszystko, co pragną otrzymać od Pana. Kapłan jest zatem kimś, kto ma „pachnieć Chrystusem”, ale jednocześnie nie ma to być jakieś pachnidło salonowe, które ma uświetniać wystawne bankiety i otaczać się luksusami. Namaszczony Bożą łaską kapłan musi nieustannie wychodzić z własnego egoizmu i skłonności do zamykania się w kręgu własnych spraw i problemów i zanosić woń tego namaszczenie tam, gdzie go najbardziej brakuje. A wtedy będzie także, jak Jezus, zewsząd oblężony przez codzienne problemy ludzi, naznaczony nimi, w pewnym sensie także „pachnący” jak owce, do których został posłany. Papież nie ma złudzeń: kryzys tożsamości kapłańskiej i niezadowolenie niektórych księży, którzy w końcu stają się smutni, płynie właśnie z braku postawy służebnej wobec powierzonej im Bożej owczarni. W końcu stają się [oni] smutni, zamieniają się w pewien rodzaj kolekcjonerów antyków albo nowinek, zamiast być pasterzami „pachnącymi jak owce”. I właśnie ten podwójny „zapach” najlepiej charakteryzuje nowego papieża: Franciszek bardzo intensywnie „pachnie Chrystusem”, a jednocześnie niewątpliwie „pachnie jak owce”. "

Ks. Marian Machinek MSF

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB