środa, 23 sierpnia 2017

Dzieci trzeba wychowywać, a nie hodować

2013-05-16 09:24:02 (ost. akt: 2013-05-16 10:00:04)

Podziel się:

Ewa i Marek Robaczewscy z dziećmi w 2010 roku.

Ewa i Marek Robaczewscy z dziećmi w 2010 roku.

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

We współczesnym świecie jest coraz trudniej o dobre relacje międzypokoleniowe. Zdarza się, że czasem różnica pokoleń stanowi barierę trudną do pokonania — mówią wspólnym głosem Emilia, Ewa i Magda, czyli babcia, mama i córka.

- Często się spotykacie w gronie rodzinnym?



Ewa: Zależy jak rozumieć słowo „często”. Spotykamy się tak często, jak to jest możliwe. Na pewno spotykamy podczas wszystkich święt, uroczystości rodzinnych.

Emilia: Nie często się spotykamy, bo wszyscy pracują i nie mają czasu. Są to tylko spotkania świąteczne, imieninowe czy urodzinowe. A tak w ciągu tygodnia to raczej sporadycznie. Jak jest jakiś problem do rozwiązania, czy trzeba pomóc komuś coś załatwić.

Magda: No właśnie. Spotykamy się nie za często. Bo jeśli chodzi o całą rodzinę to spotykamy się tylko w święta i jak są jakieś duże uroczystości.

- Jak wyglądają rodzinne święta?



Magda: Zazwyczaj spotykamy się u rodziców albo u wujka. Siedzimy przy stole, pijemy, jemy, rozmawiamy i wszyscy się zawsze pytają, dlaczego nie mam chłopaka (śmiech).

Ewa: Zbiera się całe pokolenie. Zaczynając od babci, potem jej dzieci, czyli ja i mój brat, no i nasze rodziny. W sumie w święta są zawsze trzy pokolenia.

Emilia: Przeważnie spotykamy się albo u mnie albo w domu córki lub syna. A jak to się odbywa? Chyba normalnie tak jak tradycyjne uroczystości rodzinne.

- Magda, łatwiej porozumiewasz się z matką czy z ojcem?



Magda: Inaczej rozmawia się z mamą, inaczej i z tatą. Chociaż z mamą jakoś miałam lepszy kontakt. Może dlatego, że tata późno kończył pracę i nie było nigdy czasu na rozmowę. Teraz, gdy mam 27 lat, to rozmawiamy na inne tematy. A poza tym wydaje mi się, że teraz mam z mamą lepszy kontakt.

- Pani Ewo, jakie miała Pani relacje ze swoją mamą? Czym się różniły od relacji z córką?



Ewa: Miałam dobre relacje ze swoją mamą. Zawsze umiałyśmy się dogadać, bardzo rzadko się kłóciłyśmy. Wymieniałyśmy poglądy spokojnie, bez jakiś specjalnych nerwów.
Z córką też się dobrze dogaduję. Jedyna różnica to ta, że ja z córką rozmawiam bardziej tak bez żadnego wstydu. Jestem bardziej otwarta na młode pokolenie, a babcia jest bardziej konserwatywna i nie wszystkie tematy z nią można poruszać. Z córką nie mam żadnych zahamowań (śmiech). Możemy z córką rozmawiać o wszystkim, a z babcią to już niekoniecznie.


- A jak to było u Pani Emilii? Jakie relacje łączyły Panią z mamą?



Emilia: Mając 15 lat wyjechałam z domu do szkoły średniej na stancję do Poznania. Po maturze dostałam nakaz pracy i pojechałam do Bielsko Białej, w góry. Tam poznałam męża, z którym przyjechałam do Olsztyna, gdzie mieszkam do dzisiaj. Tak wiec od 15-go roku życia byłam poza domem rodzinnym i relacje z mamą były utrudnione. Rodzice zostali pod Poznaniem. Kiedyś nie było komórek, Internetu. Kontakt był bardzo rzadki, a relacje sporadyczne, tak na święta.

- A czym się różniły od relacji z córką?



Emilia: Bardzo się różniły. Obydwie byłyśmy na miejscu, w domu. Córka do pełnoletniości była przy mnie, dopóki nie wyszła za mąż. A nawet wtedy kontakt był praktycznie codzienny, bo mieszkałyśmy na tej samej ulicy. Kiedy urodziły się wnuki, to się nimi opiekowałam, więc relacje z córką było bardzo częste i zażyłe.

- Pani Emilio a jak się dogadywała Pani ze swoją mamą w młodości?



Emilia: Tak jak małe dziecko może dogadywać się z matką. Moja matka była spokojną kobietą. Nie było krzyków. Teraz się mówi o bezstresowym wychowaniu, ale ja wtedy naprawdę byłam tak wychowana. Inna rzecz, że dawniej dzieci były grzeczne i posłuszne rodzicom.

- Magda, a Ty porozumiewałaś się z babcią lepiej kiedyś czy teraz, jak już jesteś dorosła?



Magda: Ogólnie jest inaczej. Wiadomo. Jak się ma 10 lat to się z babcią rozmawia o czym innym niż jak się ma 27 lat, ale zawsze się z babcią dobrze dogadywałam. Z babcią to każdy wnuk się dobrze dogaduje. Co tu się z babcią nie dogadywać (śmiech). Mamy bardzo dobry kontakt.

- A Pani Ewa jak wspomina stosunki ze swoją babcią?



Ewa: Swoją babcię rzadko widywałam, raz na parę lat. Niestety mieszkała bardzo daleko i dopiero jak na starość zamieszkała u mojej mamy w Olsztynie to kontakty były częstsze. A dogadywałam się z babcią tak jak z mamą, czyli bardzo dobrze.

- Z kim łatwiej jest się porozumieć? Z synem czy z córką?

Ewa: Z córką oczywiście (śmiech)! Wiadomo kobieta z kobietą łatwiej się dogaduje. Magda jest bardziej rodzinna, życzliwa i wylewna. A syn to jak to facet (śmiech). Trudniej się z nim dogadać, ale da się.

Emilia: No oczywiście, że z córką. Jak to kobieta z kobietą, ten kontakt jest częstszy i bliższy niż z synem. Ja dzieci czy wnuki kocham jednakowo, tylko z jednymi spotykam się częściej z innymi rzadziej, wiec relacje są też różne.


- No właśnie. Jak Pani ocenia swoje stosunki z wnukami?



Emilia: Z wnukami od strony córki to bardzo dobrze. Z wnukiem od strony syna to już gorzej. Ponieważ widuje go tylko na imprezach rodzinnych i w święta. A z dziećmi córki mam jednak częstszy kontakt, co sprzyja lepszym relacjom.

- Magda, z kim łatwiej się dogadujesz? Z mamą czy babcią?



Magda: Z mamą. Bo babcia to już nie to pokolenie. Ma swoje przyzwyczajenia, nawyki i stara się je nam narzucać. A nam młodym to nie odpowiada i chcemy różne rzeczy robić po swojemu. Ja wiem, że babcia chce dobrze, ale czasami jej rady i pomysły nie są dla mnie czy brata korzystne.


- Co Twoim zdaniem jest konieczne do zbudowania dobrej rodzinnej relacji?



Magda: Dobra komunikacja to jest podstawa. Też zrozumienie z obydwu stron. A do tego częste spotykania, nie tylko w święta, ale i na co dzień. A jak się nie ma czasu, to w dzisiejszym świecie i przy całej technice, komputerach, Internecie i komórkach nie powinno być problemu o zachowanie kontaktu ze sobą.

- Jakie różnice w relacjach rodzinnych widzą Panie na przestrzeni lat? Podobno współcześnie więzy rodzinne się rozluźniają i coraz trudniej o dobre relacje rodzinne. Kiedyś było łatwiej o zgodę w rodzinie?



Ewa: Nie wiem, o jaką zgodę chodzi, bo my się nie kłócimy, rozmawiamy i spotykamy.
Co do różnic: to są takie, że kiedyś człowiek był mniej zapracowany, częściej się spotykał. Teraz jest mniej czasu i rzadziej się spotykamy, ale paradoksalnie częściej się rozmawia, bo każdy ma już telefon komórkowy, nawet babcia (śmiech) i kontakt jest częstszy niż kiedyś.

Emilia: Trudno porównać 50 lat wstecz. Wcześniej relacje były bardziej zwięzłe, bo rodziny mieszkały wielopokoleniowo. Razem się żyło, pracowało, rodzina to był taki jeden organizm. Więzi były silniejsze. A we współczesnych rodzinach to życie rodzinne zdziczało. Dzieci robią, co chcą, gdzie chcą, wyjeżdżają, nie słuchają rodziców, nie stosują się do żadnych rad i chcą wszystko na własną rękę robić. Dlatego kiedyś było łatwiej o zgodne życie w rodzinie. Uważam, że teraz relacje rodzinne są o 100% gorsze niż kiedyś.


- I ostatnie pytanie na koniec. Co byście poradziły rodzinom, które chcą zbudować dobre relacje międzypokoleniowe?



Magda: Częste spotkania. Dzielenie się swoimi sukcesami i problemami. Rozmowa.

Ewa: Spotykać się, dużo rozmawiać, pomagać sobie w każdej sytuacji i miłować się (śmiech).

Emilia: Ja mam jedną radę. Przede wszystkim dzieci trzeba wychowywać, a nie hodować. Trzeba je uczyć od małego. Tylko nie krzykiem i biciem, a zrozumieniem i miłością.


Marcin Robaczewski

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB