Sobota, 24 czerwca 2017

Wybrałam: chcę być mamą

2013-05-25 21:35:37 (ost. akt: 2013-05-25 21:41:21)

Podziel się:

Magdalena Makarewicz - Sternicka z dziećmi

Magdalena Makarewicz - Sternicka z dziećmi

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Mama to ktoś, kto może nie spać, bo zawsze czuwa- mówi Magdalena Makarewicz – Sternicka, muzyk z wykształcenia, żona Macieja, mama Klary (8 lat), Cecylii (6 lat) i Leona (1 rok).

- Obecnie masz trójkę dzieci. Jak postrzegałaś macierzyństwo na początku roli matki, będąc mamą jednego dziecka?


- To było wyzwanie. Pierwsze dziecko to tak naprawdę początek nowego życia w małżeństwie: wtedy człowiek dopiero widzi, na co go stać, ile wytrzyma, jakie są jego relacje z małżonkiem. Śmiejemy się często z mężem bywając na ślubach, że życzenia „wszystkiego dobrego na nowej drodze życia” powinno się składać młodym, gdy im się urodzi dziecko, bo nowa droga wtedy się właśnie zaczyna i niektórzy tej próby nie wytrzymują.
Dla mnie niezwykłe było zdanie sobie sprawę, że ktoś jest ode mnie zależny, że będę martwić się o dziecko już do końca życia. Pamiętam doskonale, jak dzwoniłam do swojej mamy zaraz po porodzie pierworodnej córki i powiedziałam jej, że teraz dopiero zrozumiałam, co to znaczy relacja dziecko- matka. Nie da się tego opowiedzieć. Niezwykłe jest to, że mimo trudnego porodu i dość wymagającego i wyczerpującego pierwszego roku Klary - bardzo pragnęłam mieć kolejne dziecko. To taka chęć i wielka potrzeba przekazania cząstki siebie

- Z jakimi trudnościami zmagałaś się wtedy?


- Jak każda kobieta: uczyłam się być mamą, ale jakichś specjalnych trudności nie pamiętam. Dostosowanie się do rytmu karmień, snu czy aktywności przebiegło sprawnie. Tak jakby ktoś nacisnął guzik: „teraz jesteś mamą”. Najbardziej wyczerpujący był tylko brak snu- nocny płacz, kolki i częste wybudzanie trwające ponad rok. Na szczęście Pan Bóg wyposaża mamy na ten trudny czas w jakąś dodatkową siłę. Przeżywamy to specyficzne zmęczenie kolejny raz i kolejny raz nas to zadziwia.


- Od początku rozważałaś posiadanie dużej rodziny?


- Owszem. Zawsze. To dla mnie prawdziwa radość i sens życia.

- Byłaś kobietą aktywną zawodowo - czy macierzyństwo według Ciebie to była rezygnacja z siebie, swoich marzeń, planów?


- Aktywna zawodowo to za duże słowo. Pracuję w wolnym zawodzie muzyka, poza epizodem pracy w szkole, podejmowałam różne projekty, wyjazdy albo koncerty. Były okresy wzmożonej aktywności i hibernacji. Teraz właśnie jestem częściowo zahibernowana zawodowo - mąż utrzymuje naszą rodzinę.
Nie odczułam specjalnie czasu macierzyństwa jako rezygnacji z siebie. Gdy tylko była taka okazja, warunki czy sprzyjające okoliczności, pracowałam w towarzystwie dzieci (próby kwartetu, warsztaty muzyczne).
Zdarzyło mi się natomiast nie dostać pracy z powodu bycia w ciąży.
Macierzyństwo jest czasem, kiedy trzeba dobro dzieci postawić na pierwszym miejscu: żeby dzieci miały na czas posiłek, wyspały się, nie nudziły się, nie były narażone na jakieś niebezpieczeństwo. Ponieważ zajmuję się muzyką, dzieci przywykły do mojej pracy i wychowały się z mottem: „dzień bez muzyki jest dniem straconym”.
Myślę, że to, czego nie zrobiłam gdzieś „tam w świecie”, robię teraz z dziećmi w domu: śpiewam, tańczę z dziećmi, uczę je grać, słuchać muzyki mądrze i aktywnie, zabieram na koncerty, próby.
Ostatnio np. byliśmy na nieszporach i Ludus Paschalis w wykonaniu Teatru Węgajty i dzieci były zachwycone, nawet Leon słuchał z zaciekawieniem (a nie byliśmy jedyną rodziną z dziećmi na tym wymagającym wydarzeniu muzycznym).
Jak każdy muzyk mam nowe marzenia i niezrealizowane stare - kto wie, może nadejdzie taki czas, kiedy zabiorę się za ich realizację. Wierzę w to bardzo. Zostawiam to Panu Bogu. Poświęciłam wiele dzieciom i już widzę, jak to procentuje. Posiadanie dzieci weryfikuje i pozwala dostrzec jeszcze lepiej, co jest w życiu naprawdę ważne, wartościowe, a co błahe i nie jest warte uwagi. Macierzyństwo to prawdziwe powołanie, a dzieci to taki nasz kapitał.


- Jaka jest według Ciebie rola mamy w życiu dzieci?


- Mama to ktoś, kto może nie spać, bo zawsze czuwa. Może czasem nie jeść, bo są ważniejsze sprawy. Odpowie na każde pytanie. Wspiera w kłopotach. Zawsze wierzy w swoje dzieci, daje im poczucie wartości, pomaga dokonywać wyborów, pokazuje, jak żyć, pokazuje świat. Mama karmi, ubiera, przytula, bawi się, czyta, opowiada, czesze warkocze, sprząta zabawki, kąpie i opatruje rany. Płacze ze wzruszenia, jak widzi pierwsze kroki i jak słyszy śpiew czy grę swojej pociechy. Mama cierpliwie ćwiczy z dzieckiem grę na instrumencie i wykleja zaległą wyklejankę późnym wieczorem. Ale mama czasem jest bardzo zmęczona, dlatego we wszystkim pomaga tata – wspólnie wychowują dzieci, dzielą się obowiązkami. Rola ojca jest niezastąpiona - bez męża nie dałabym sobie rady. Razem z mężem- też muzykiem- wychowujemy nasze dzieci.
I właśnie - to nie zaspokajanie potrzeb- ale wychowanie jest najtrudniejsze. Najważniejsze jest, aby z dzieci wyrośli wartościowi i wrażliwi ludzie. Chciałabym być na tyle dobrą mamą, i dobrze z wychowaniu współpracować z mężem- żeby to się udało.

- Rodzina z trójką dzieci to spore wyzwanie - dzielenie swojego czasu dla siebie, męża, dla każdego dziecka. Jaką masz receptę na godzenie tych wszystkich spraw?


- Ja chyba nie mam jeszcze recepty. Nie zawsze wszystko się udaje. Próbuję natomiast znaleźć sposoby, które są uniwersalne, pasują do naszego trybu życia, naszej pasji- jaką jest muzyka (często razem śpiewamy, np. w samochodzie czy w domu) i naszych temperamentów czy oczywiście światopoglądu.

Staramy się uczyć dzieci, że wzajemne relacje rodziców są bardzo ważne, że musimy mieć z mężem czas na rozmowę i na pobycie razem. Jak tylko mam możliwość- niestety, nie często- to też korzystam z „wychodnego”, żeby naładować akumulatory i odpocząć, odreagować. Ponieważ mam rocznego synka, to chwilowo on absorbuje więcej czasu. Staram się wykorzystać każdą chwilę, żeby z każdym z dzieci pobyć „sam na sam”: rozmawiać i zagłębić się w jego pytania, radości czy smutki.
Będzie to na przykład droga z przedszkola z młodszą córką, czas przy lekcjach ze starszą. Każdy wspólny posiłek czy modlitwa wieczorna jest okazją pobycia z każdym dzieckiem.
Najbardziej wspominam te chwile, kiedy ze zmęczenia pot płynie mi po plecach, jestem sama, jedno dziecko płacze, drugie potrzebuje pomocy przy lekcjach, trzecie rozlewa wodę w łazience, do tego jeszcze dzwoni telefon z pilną sprawą, a w kuchni kipi mleko... Można stracić cierpliwość, ale to doskonała okazja do pracy nad sobą. Można też się uśmiechnąć, bo to przecież dzieje się każdym domu, gdzie są dzieci.

Na koniec nie mogę zacytować mojej ulubionej piosenki Natalii Niemen, którą często śpiewam sobie w zaciszu domowym:
„Myślałam kiedyś - zdobędę świat,
co drzwi przede mną już otwiera.
To kwestia dni, no może lat.
W papierach sukces i kariera.
Mówili talent, mówili wdzięk.
Mówili: wejdź szeroką bramą.
Wśród ofert rozejrzałam się,
wybrałam - chcę być mamą.
Jestem mamą, to moja kariera, jestem mamą, na zawsze od teraz.
Jestem mamą- to premia, to awans. Jestem mamą”.



Anna Wysocka

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. mama Asia #1095743 | 178.183.*.* 26 maj 2013 13:37

    Marta dziękuję :)

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. KT #1095705 | 109.243.*.* 26 maj 2013 12:21

    Pozdrawiam wszystkie wspaniałe MAMY! :)

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz