Poniedziałek, 11 grudnia 2017

Walczyć o trzeźwość

2013-05-27 00:00:28 (ost. akt: 2013-05-27 00:13:40)

Podziel się:

Justyna i Piotr Skorupowie

Justyna i Piotr Skorupowie

Autor zdjęcia: archwium rodzinne

Spożywanie alkoholu nie jest samo w sobie złe, ale istnieje cienka granica, która może doprowadzić do pułapki, pociągającej za sobą innych – mówi Justyna Skorupa. Z Justyną i jej mężem, Piotrem rozmawiamy o roli rodziny w wychowaniu do trzeźwości.

- Czym jest wychowanie do trzeźwości?


Justyna: Wychowanie oznacza dla mnie celowe działanie na rzecz kształtowania osobowości człowieka, najlepiej od najmłodszych lat. Polega na wprowadzeniu człowieka w świat wartości, poczucia celu życia. Łączenie wychowania z trzeźwością to celowe wskazywanie na wartość trzeźwości w kontekście wielu przykrych konsekwencji uzależnienia się od spożywania alkoholu. Umiejętne doprowadzenie do możliwości dokonania własnego wyboru życia w trzeźwości i podtrzymywanie jej w poczuciu wolności. Myślę, że wychowywać do trzeźwości można nie tylko dzieci, ale i dorosłych.

Piotr: Moim zdaniem wychowanie do trzeźwości to uświadomienie młodszemu pokoleniu, czym jest trzeźwość i czym jest pijaństwo. Nie powinno się unikać tematu alkoholu. Nie może to być temat, o którym nie powinno się rozmawiać, aby przypadkiem nie uświadomić dzieci.

- Jakie macie doświadczenie wychowania do trzeźwości w Waszych rodzinach?



Justyna:
W mojej rodzinie uzależnienie od alkoholu dotknęło mojego tatę. Doświadczenia z alkoholem i związane z nim konsekwencje pojawiły się u niego już we wczesnej młodości. Mimo podejmowanych odwyków, leczenia szpitalnego i uczęszczania na spotkania Anonimowych Alkoholików, nie umiał poradzić sobie z tym problemem. Bardzo mocno wpłynęło to na naszą rodzinę, doprowadziło do wielu krwawych awantur, ucieczek z domu, biedy, mnóstwa lęku, który pozostaje do dziś, do rozwodu rodziców, i w końcu do samobójstwa mojego taty… Mama została sama z czwórką dzieci, w tym dwojgiem niepełnosprawnych. Wtedy nasze życie się odmieniło, mama złożyła własny „ślub” przed Bogiem dotrzymania trzeźwości do końca życia, mając także złe doświadczenia na tle alkoholowym z własnym ojcem. Zobowiązania dotrzymuje do dziś. Dlatego nasze wychowanie do trzeźwości było nawet pewnego rodzaju pragnieniem i nigdy nie mieliśmy wątpliwości, że tak właśnie trzeba.

Piotr: Tak naprawdę ten, kto wychowuje, powinien dawać przykład własnym życiem. Tak było w moim domu. Moi rodzice nie spożywają alkoholu. Nie mieli nigdy problemu z jego nadużywaniem. Po prostu nie jest on im potrzebny do życia. Uważam, że świadoma i dobrowolna abstynencja rodziców była największym bodźcem wychowawczym. Dowodem tego jest fakt, że nikogo z mojego rodzeństwa nie ciągnie do kieliszka.

- Jaka jest według Was rola rodzina podejściu do spożywania alkoholu?


Justyna: Przykład rodziny jest bardzo ważny. Patrząc na młodzież, często wydaje się nam, że rodzice nie mają żadnego wpływu na jej postępowanie. Prawda jest natomiast taka, że nawet najmniejsze dobre jak i złe interakcje między członkami rodziny zostają na całe życie w pamięci dzieci. Badania na temat rodziny pokazują, że dzieci w dużym odsetku powielają sposób zachowania rodziców, sposób reagowania na różne sytuacje, a także często w ogóle sposób na życie. Przed życiem i wspomnieniami nie da się uciec. W sytuacjach trudnych przychodzą mi na myśl rady i słowa mojej mamy.

Piotr: Myślę, że trzeba zacząć od tego, że alkohol (sam w sobie) nie jest złem. Przecież na jego bazie powstają leki, jest składnikiem deserów itd. Jeżeli twierdzimy, że dzieci przejmują zwyczaje i styl życia po rodzicach, to również jest bardzo prawdopodobne, że nastawienie do spożywania alkoholu będzie podobne. To od rodziców, a raczej ich kultury picia (lub jej braku) zależeć będzie nastawienie dzieci - albo zrodzi się zdrowa sytuacja lub patologiczna. To przykład rodziców kształtuje nastawienie dzieci.


- Młodzież często eksperymentuje z alkoholem - jak to było u was?


Justyna: Nie eksperymentowałam. Dwa razy w życiu miałam alkohol w ustach, na jakiejś imprezie rodzinnej, i od tamtego czasu nigdy więcej. Mało mogę więc na ten temat powiedzieć. W młodości nie odczuwałam potrzeby sprawdzenia „jak to jest” i nie miałam większych kłopotów z rówieśnikami, gdy odmawiałam im wypicia piwa na jakiejś imprezie. Myślę, że dzięki swojej decyzji miałam gdzieś w sobie poczucie wolności z tego powodu, bo nie musiałam pić i robić tego, co inni , by podobać się im.

Piotr: Ja nie eksperymentowałem z alkoholem. Znam smak alkoholu. Ale nigdy nie upiłem się, nie piłem. Chociaż wiem, że niektóre specyfiki są na pewno wyborne, to i tak mnie do nich nie ciągnie. Najzabawniejsze w tym jest to, że czuję się z tym dobrze.

- Zdecydowaliście się na wesele bezalkoholowe - dlaczego?


Justyna: Oboje w młodości związaliśmy się z Ruchem Światło-Życie, gdzie wychowywaliśmy się do trzeźwości. Mieliśmy także przykład rodziców, dlatego kiedy podjęliśmy decyzję o wspólnym życiu, nie chcieliśmy swojego szczęścia okupić nieszczęściem innych. Oboje wiedzieliśmy, że po obu stronach naszych rodzin do dziś istnieje lub istniał problem alkoholowy i nie chcieliśmy przykładać ręki do bólu, który na pewno dotyka naszych bliskich. Poza tym zależało nam na świadectwie i trochę takim udowodnieniu, że można się świetnie bawić bez alkoholu, zachować te chwile w pamięci i cieszyć się dobrym zdrowiem na drugi dzień. Mimo odmowy kilku osób, wesele było liczne. Niektórym brak alkoholu przestał przeszkadzać, kiedy doświadczyli tej wolności na własnej skórze, z czego później sami nam się zwierzyli.

Piotr: Decyzja o zorganizowaniu wesela bezalkoholowego była dla nas tak oczywista, jak śledzie w Bałtyku. Jeżeli czegoś nie potrzebujemy, to po co to wprowadzać? Poza tym wesele traktowaliśmy jako kontynuację liturgii ślubnej, jako coś, co powinno sprawować się godnie i uroczyście. Kolejnym powodem jest fakt, że alkohol nie jest potrzebny i obowiązkowy, aby dobrze się bawić. Na naszym weselu goście bawili się do 5 rano.

- Zakładacie rodzinę - jakie podejście do alkoholu chcecie przekazać Waszym dzieciom?


Justyna: Za 8 miesięcy na świecie pojawi się nasze pierwsze dziecko. Kiedy staje przede mną tyle pytań o jego przyszłość, czuję bezradność i troskę… Mam świadomość, że moje dziecko będzie odrębną osobą i nie chciałabym ukształtować go tak, jak mi się podoba, ale nie chciałabym także, żeby było nieszczęśliwe. Chcemy z mężem być przykładem dla naszych dzieci, pokazywać im, jakie owoce przynoszą nasze wybory i wybory naszych bliskich, którzy podjęli życie w trzeźwości. Oboje chcielibyśmy przekazać naszemu potomstwu, że spożywanie alkoholu nie jest samo w sobie złe, ale istnieje cienka granica, która może doprowadzić do pułapki, pociągającej za sobą innych. Myślę, że będziemy różnić się od innych rodziców, ale to może dać naszym dzieciom siłę do bycia takimi, jakimi chciałyby być, a nie takim, jakim chciałby mieć je świat.

Piotr: Uważam, że dzieciom trzeba dać świadectwo swoim życiem. Nie można uciekać od rozmów na ten temat. Nie mam zamiaru zakazywać swoim 18 letnim dzieciom spożywania alkoholu. One będą wolne i będą mogły wybrać. Ale chcę pokazać im, że alkohol nie jest do szczęścia potrzebny. Wraz z żoną będziemy walczyć o trzeźwość naszych dzieci, ale nie siłą, a miłością.


Anna Wysocka


Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (7) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Eszek #1179642 | 37.24.*.* 24 sie 2013 09:15

    Pijanstwo polakow ma poczatek w kosciele katolickim bo wino jast na ultarzu obludy ludzkiej.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. jopp #1097884 | 178.36.*.* 28 maj 2013 21:22

      a ja tam lubię :P

      ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. M.S #1096667 | 81.152.*.* 27 maj 2013 16:51

      Wszystko jest dla ludzi, byle z rozsądkiem i umiarem. 1-2 lampki wina do kolacji skutecznie relaksują i przeciwdziałają depresji. A tak na marginesie, miałaś piękną suknię ślubną, podrzuć namiary.

      Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    3. mazur #1096505 | 79.124.*.* 27 maj 2013 13:34

      aby nie popaść w alkoholizm wystarczy używać rozumu , którym każdy jest obdarzony tylko nie każdy potrafi korzystać z niego , bez stosowania się do sloganów głoszonych przez pasterzy którzy sami lubią ostro pociągać vide warszawski biskup który samochodem zatrzymał się na latarni parę miesięcy temu

      Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (5)

      1. olsztyniak #1096477 | 31.175.*.* 27 maj 2013 12:49

        Z tego tekstu wynika że tylko przez wiarę w Boga można wyjść z nałogu,to taka sama prawda że dzięki Bogu ludzie chorują na CH.ALKOHOLOWĄ.Ateistów też to dotyka.

        Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

      Pokaż wszystkie komentarze (7)