Sobota, 19 sierpnia 2017

Bądź zimny albo gorący!

2013-06-24 08:33:57 (ost. akt: 2013-06-24 08:33:30)

Podziel się:

Tylko odważnie krocząc przez życie, mamy szansę przeżyć je zgodnie z Planem Boga i odnaleźć szczęście.

Tylko odważnie krocząc przez życie, mamy szansę przeżyć je zgodnie z Planem Boga i odnaleźć szczęście.

Autor zdjęcia: screenshot z serwisu YouTube.com /standardowa licencja YT

Są takie dania, które podane na gorąco lub zimno smakują wybornie, ale letnie są nie do przełknięcia. Są takie sprawy w życiu, w których nie wolno nam stać cicho z boku, ale trzeba wyjść przed ludzi i walczyć o to, co dobre.

We wczorajszej Ewangelii widzieliśmy Jezusa, który rozmawiając ze swoimi uczniami stawia im zaskakujące pytanie „Za kogo uważają mnie tłumy?”. Apostołowie odpowiadają zgodnie ze swoją wiedzą, że "za Eliasza, Jana Chrzciciela, jednego z proroków”. Na to Jezus zadaje kolejne pytanie „A Wy za kogo Mnie uważacie?”. I to już poważniejsza kwestia. Nie sprawia nam kłopotu mówienie o innych ludziach, o społeczeństwie. To bezpieczne, bliżej nieokreślone pojęcia. Ale pytanie Jezusa rozbija ten bufor bezpieczeństwa i trafia w samo serce - bez ściemy, szczerze – za kogo ja uważam Jezusa? Kim dla mnie jest Ten, do którego codziennie się modlę, z kim przynajmniej raz w tygodniu spotykam się na mszy? Rzeczywiście się z nim spotykam? Jest dla mnie Kimś – jest osobą, czy tylko bliżej nieokreśloną postacią, o której opowiadali księża?

Letnie danie


Na to pytanie Jezusa trzeba nam odpowiadać każdego dnia, bo On codziennie je zadaje. Odpowiadać świadomie, a nie bezmyślnie. Polski Kościół to uśpiony olbrzym. Większość społeczeństwa otwarcie deklaruje się jako katolicy. A jaki jest efekt? To katolickie społeczeństwo w dużej mierze akceptuje zapłodnienie In vitro, na szczęście w coraz mniejszy stopniu aborcję. Wiele osób określa siebie mianem „wierzący niepraktykujący”, a większość ma po prostu kompleks bycia katolikiem. Daliśmy sobie wmówić, że wiara to nasza prywatna sprawa, że powinniśmy ją trzymać w sercu i zawieszać na czas pracy czy pełnienia publicznych funkcji. Pozwoliliśmy, żeby cywilizacja śmierci, jak ją określił bł. Jan Paweł II, coraz mocniej panoszyła się w Polsce. Już nie tylko ateiści ale i katolicy burzą się, gdy Kościół wypowiada się w sprawach społecznych, gdy podkreśla swój sprzeciw dla związków homoseksualnych czy ideologii gender. Dlaczego? Bo jesteśmy letni, ani zimni ani gorący – po prostu letni. Chcemy zawrzeć kompromis ze światem, prowadzić niekończący się dialog. A w sprawach fundamentalnych nie ma mowy o kompromisie. Kompromis to jedno z najgorszych wyjść z sytuacji. Ale dla wielu z nas jest wygodny, pozwala „dwom panom służyć”. Z jednej strony nie chcemy odcinać się od tradycji, od sentymentalnego podejścia do wiary, a z drugiej nie chcemy wyjść na zacofanych. Boimy się, że nazwą nas ciemnogrodem, że „salon” nas wyśmieje.

Bóg mówi wyraźnie: „Bądź zimny, albo gorący, nigdy letni”. Wzywa nas do odwagi, do podjęcia decyzji i określenia się, po której stronie jesteśmy. Są takie dania, które smakują tylko na gorąco, są takie, które tylko na zimno. Ale letnie bywają nie do przełknięcia.

Katolik to nie minimalista


Trzeba powiedzieć sobie wprost: jako katolicy dajemy plamę. Większość z nas nie zna Nauczania Kościoła w podstawowych kwestiach, nie czytamy encyklik i adhortacji, nie staramy się pogłębiać naszej wiary. Wszyscy „kochamy” Jana Pawła II i z sentymentem do wspominamy, ale gdy przychodzi nam stanąć w obronie wartości, którym on się poświęcił, mamy wątpliwości, wielu rezygnuje. A Bóg podchodzi do tematu uczciwie: „Kładę przed Tobą życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo – wybieraj!”. Nasze chrześcijaństwo nie może ograniczać się do niedzielnej mszy świętej i tradycyjnych świąt – to absolutne minimum. A nie o minimalizm nam chodzi. Trzeba nam odważnie stanąć w Prawdzie i pozbyć się kompleksów bycia katolikiem. Bo to nie powód do wstydu, to powód do dumy. Do dumy z tego, że Jezus zaprasza nas do głębszego poznania Jego samego.

Wmawianie ludziom, że przestrzeń publiczna to nie miejsce dla religii jest zwyczajnym kłamstwem. Nie dajmy się okłamywać! Mamy prawo wyznawać publicznie swoją wiarę, a przede wszystkim mamy obowiązek ewangelizować. Obowiązek nałożony na nas przez samego Jezusa, ważniejszy niż wszystkie ustawy, uchwały i rozporządzenia. Nie ma kogoś takiego, jak „wierzący, ale niepraktykujący”. To wygodna wymówka pozbawiona sensu, jak „żyjący, ale nieoddychający”.

Radykalni


Musimy (tak, musimy!) być radykalni. Nie mamy innego wyjścia. Żadni ateiści, feministki, żaden Palikot czy upadły ksiądz nie są tak dużym zagrożeniem dla Kościoła, jak letni katolicy, którym Bóg staje się obojętny. Nie dawajmy karmić się medialną papką i nie wierzmy, że największym problemem Polski są w tej chwili niespełnione aspiracje homoseksualnego lobby czy faceci, którzy czują się kobietami. Nie dajmy sobie wmówić, że aborcja jest dla kogokolwiek dobra – zabija dziecko, a matce zapewnia traumę na resztę życia.

Organizowane są różne akcje mające przeciwdziałać ateizacji Polski. Ale nie tędy droga. Drogą jest ewangelizacja, Nowa Ewangelizacja. Praktycznie w każdym mieście działają wspólnoty – Odnowa w Duchu Świętym, Oaza, Domowy Kościół i wiele innych. Dołączmy do nich, jedźmy na rekolekcje. Potraktujmy na serio naszą wiarę. A wtedy nie będzie problemów z kompromisem aborcyjnym, nie będzie dylematów, czy wypada nosić krzyżyk na szyi, czy nie. Nie będziemy się bawili w tolerancję, tylko zastąpimy ją miłością. Bądźmy w życiu tacy, jak William Wallace, bohater „Walecznego Serca” – poświęćmy się sprawie bez granic. Opłaca się.
Bartosz Orliński

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Modlitewnik Msze w Olsztynie Czytelnia Wieczory Uwielbienia Ciekawe strony

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Hi 32,8 #1963854 | 178.235.*.* 30 mar 2016 02:02

    Według mnie kompromis jest koniecznym narzędziem rozwiązywania wielu trudnych konfliktów w społeczeństwie, a dialog niezbędnym orężem w zaszczepianiu prawdziwych wartości w młodych ludziach, nie rzadko o różnych poglądach. Narzucanie drugiemu zasad niezgodnych z jego własnym sumieniem czy nawet wręcz dla niego niezrozumiałych jest w większości sytuacji niewłaściwą postawą chrześcijanina - błędem i drogą na skróty. Bóg także docenia tych, których życie postawiło w innej kulturze czy religii lub wśród ludzi o nieco odmiennych wartościach i pozostali wierni zasadom, w jakich ich wychowano, nie mając okazji dobrze poznać i poczuć ducha naszego Kościoła. Rz 2,14 Bo gdy poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami dla siebie są Prawem. Walka zatem powinna się toczyć w nas. Tam bądźmy radykalni względem siebie. Motywacją, aby wyjść do społeczeństwa niech będzie raczej potrzeba ewangelizacji przede wszystkim przez nasz przykład i drogą dialogu. Mt 26,52 Wtedy Jezus rzekł do niego: «Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. [Ze względu na ograniczoną objętość pojedynczego komentarza został on podzielony i niestety wklejony w odwrotnej kolejności tj. początek komentarza jest na samym dole a ostatni najwyżej]

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Hi 32,8 #1963853 | 178.235.*.* 30 mar 2016 01:56

    Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust No właśnie - czyż w tych zdaniach nie doceniono czasami także pochwały innej postawy niż tylko gorliwej wiary w Chrystusa? Sądzę, że tak. Dla Boga najwyraźniej najgorszą postawą nie jest ateizm czy inna wiara, a opisywana całkiem trafnie w tym artykule "letniość" czyli brak wyraźnej zdecydowanej postawy, która niesie za sobą określone decyzje i zachowania. Zatem za przykładem Najwyższego należałoby w przestrzeni społecznej uwzględnić istnienie ludzi o różnych być może zbliżonych, ale niekoniecznie identycznych poglądach. Owszem - ewangelizacja, ale nigdzie nie jest powiedziane, że mamy narzucać swoją wiarę i wartości innym. Nie można także popychać ludzi do walki o wartości, których nie rozumieją lub w które de facto sami głęboko nie wierzą lub z którymi się wprost nie zgadzają. Inaczej łatwo byłoby pod przykrywką walki o wartości manipulować ludźmi. Taka postawa jest opisana w Biblii - tyle, że to arcykapłani podburzają tłum, żeby Piłat uwolnił im Barabasza.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Hi 32,8 #1963852 | 178.235.*.* 30 mar 2016 01:56

    Jezus zostaje wielokrotnie postawiony przed dylematem. Wielokrotnie znajduje zaskakującą odpowiedź, która nie tylko świadczy o jego mądrości, ale pozwala pytającemu zrozumieć i rozwiązać wątpliwość lub wyjść z sytuacji, która może wydawać się bez wyjścia. Jego odpowiedź: "Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga" nie była wypowiedzeniem wojny, a sprytnym drogowskazem, jak należałoby się zachować. Chrystus kładzie odpowiedni nacisk na sprawy właściwe dla danej kwestii z różnego punktu widzenia (odniesienia). Co ważne - nie zawsze a właściwie wyjątkowo rzadko wchodząc w otwarty konflikt a tylko jeden raz stosując przemoc. Często a może zawsze pozostawia rozmówcy wybór, po jakiej stronie się opowie. Oczywiście nie każde rozwiązanie jest dobre w sensie chrześcijańskim, ale jednak Nauczyciel pozostawia człowiekowi wolną wolę. A zatem sam Chrystus przede wszystkim rozmawia i naucza, czyli nie podważa znaczenia dialogu. Jednocześnie pozostając radykalnym w swojej nauce nie narzuca nikomu radykalizmu, a pozostawia wybór. Zawsze zachowuje godność drugiego człowieka - nawet w stosunku do swoich oprawców. Mam wrażenie, że autor niestety zapomniał, że żyjemy w świecie wielu kultur i religii, a nie tylko wśród dążących do świętości chrześcijan - świętości oczywiście w naszym rozumieniu. Zatem może radykalizm tak, ale niepolegający na narzucaniu swoich poglądów innym, a kształtowaniu przede wszystkim własnego sumienia i obronie bliźniego, który z różnych względów obronić się nie może. Czy zatem mamy być niczym potulne baranki w sprawach dotyczących nas wszystkich? Oczywiście, że nie, ale nie tędy droga...

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Hi 32,8 #1963851 | 178.235.*.* 30 mar 2016 01:55

    Wiele prawdy i trafnych stwierdzeń w tym artykule nie powinno sprowadzać człowieka na manowce. Tymczasem mam nieodparte wrażenie, że logika autora zmierza do kształtowania radykalizmu, który jednak ukamienowałby cudzołożnicę. Dlaczego tak się dzieje? Niestety samo wspominanie o miłości na końcu artykułu na niewiele się zda, jeżeli cały tekst wychwala postawę radykalizmu i ku mojemu zdumieniu zupełnie odrzuca pozytywny sens i znaczenie właściwie rozumianego kompromisu, stwierdzając, że "Kompromis to jedno z najgorszych wyjść z sytuacji." Owszem - dla chrześcijanina w niektórych sprawach nie może być kompromisu, ale jako ojciec nigdy nie pozwoliłbym sobie na takie niesprawiedliwe uproszczenie i umniejszenie jego znaczenia w życiu człowieka. Podobnie sprawa ma się ze stosunkiem autora do dialogu. Zdanie: "Chcemy zawrzeć kompromis ze światem, prowadzić niekończący się dialog." umieszczone w odpowiednim kontekście wyraźnie sugeruje brak aprobaty autora dla takiej postawy. Dodatkowy przymiotnik może sugerować nawet pewien cynizm do ewentualnych innych poglądów. Pytanie, czy radykalizm i postawa nie dialogu, a walki jest w tej sytuacji właściwą postawą? Czy oby na pewno o to chodzi? Spójrzmy na Chrystusa...

    ! - + odpowiedz na ten komentarz