Sobota, 24 czerwca 2017

Gra o Tron

2013-08-25 10:38:26 (ost. akt: 2013-08-22 14:24:15)
Zamiast wspólnie budować przyszłość, niektórzy czekają  jak wilki na potknięcie swojego przeciwnika.

Zamiast wspólnie budować przyszłość, niektórzy czekają jak wilki na potknięcie swojego przeciwnika.

Autor zdjęcia: Chris Muiden/ GFDL / wikimedia.org

Podziel się:

Papież Franciszek jest medialnym fenomenem. Nie zabiega o popularność, nie szokuje, a mimo to, od dnia jego wyboru na Stolicę Piotrową, jest o nim głośno w mediach: od FRONDY zaczynając, a na NEWSWEEKU kończąc.

Zarówno te tytuły, które na co dzień sprzyjają Kościołowi, jak i te mu przeciwne, poświęcają Franciszkowi obszerne artykuły i wywiady. Ktoś mógłby powiedzieć, że papież pozdrawiający nas jednocześnie z okładek „Frondy” i „Newsweeka” to prawdziwy cud. Niestety widać wyraźną różnicę w interpretacji tego, co mówi i robi. To powoduje, że zatwardziali konserwatyści, jak i „oświeceni” katolicy (lub nawet nie) traktują papieża jak pałkę, którą można wygodnie uderzać w swoich adwersarzy.

Kościelne pole bitwy


Czy Franciszek będzie miał jeszcze po co przyjeżdżać do Polski w 2016 roku? – pytają niektórzy publicyści wskazując, że polski Kościół zaczyna przypominać wydarzenia z sagi George’a R. R. Martina. Kwestie teologiczne czy nawet wewnętrzne problemy wspólnot kościelnych urastają nieraz do takiej rangi, że towarzyszy im ogólnopolska debata, przy okazji której, wielu ludzi chce zwiększyć swoje wpływy. Przykładów jest wiele – choćby sprawa ks. Lemańskiego, którego jedni odsądzali od czci i wiary, a inni chcieli wynosić na ołtarze, jako jednego z ostatnich „sprawiedliwych” czy nieśmiertelne dyskusje o in vitro, związkach homoseksualnych czy miejscu Kościoła w państwie. Dla jasności – nie lekceważę kluczowych problemów. Zwracam jedynie uwagę na coraz większą bezproduktywność dialogu dla dialogu, rozmawiania o problemie po to tylko, żeby o nim rozmawiać, a nie go rozwiązać. Tu pojawia się Franciszek. I od razu jest zawłaszczany przez każdą z wojujących stron. Liberałowie wyciągają z jego kazań pojedyncze zdania i wieszczą nam rewolucję w Kościele. Mówią o zmianie stanowiska wobec homoseksualistów, o otwarciu Kościoła na współczesny świat. Stawiają w opozycji Franciszka i polski Kościół próbując nas przekonać, że to siedlisko materializmu, zakłamania i obłudy. Coraz częściej możemy usłyszeć głosy „Gdy Franciszek przyjedzie, zrobi porządek z tym Kościołem!”. Ale na to, co najważniejsze w wypowiedziach papieża, nie zwracają uwagi.

Konserwatyści niestety również dość wybiórczo traktują słowa papieża. Zdają się nie słyszeć jego słów, gdy nawiązuje do realizacji postanowień Soboru Watykańskiego II i większej roli świeckich w Kościele. Unikają wypowiedzi Franciszka, gdy zwraca uwagę na odpowiedzialność za biednych i potrzebę sprawiedliwego podziału dóbr na świecie, bo jest to odstępstwo od idei pełnego liberalizmu gospodarczego, która jest tak silna w kręgach konserwatywnych i prawicowych. Zdarza się, że tak jak w przypadku Światowych Dni Młodzieży w Rio, ważniejsze od tego, co papież powiedział, były liturgiczne niedociągnięcia (przy czym udzielanie Komunii Świętej z plastikowych kubeczków i mnie zniesmaczyło).

Miecz obosieczny


W całe zamieszanie związane z naszym Kościołem wchodzi papież Franciszek z Ewangelią. Nie na darmo powiedziano, że Słowo Boże jest jak miecz obosieczny. Tnie z prawa i z lewa. Tych, którzy się Nim posługują, jak i tych buntujących się. Franciszek od samego początku stawia na Ewangelię i Jezusa. I nie posługuje się przy tym wzniosłymi sloganami, nie traktuje Jezusa jako narzędzia do osiągnięcia celów społecznych. Dla niego celem jest sam Jezus. Zdaje się mówić: Problemy, którymi się zajmujecie (aborcja, in vitro, posłuszeństwo, bogactwo niektórych księży, itd.) są ważne, ale zwróćcie wreszcie uwagę na Tego, który jest najważniejszy – na Jezusa! Mówi to do biskupów, księży i wszystkich wiernych. Bo problem Kościoła, nie tylko polskiego, nie leży w tym, jakim samochodem jeździ biskup albo czy niepokorny ksiądz podporządkuje się przełożonemu. Najbardziej palące problemy to nie niewygodne wywiady w mediach, skandale obyczajowe czy upolitycznienie. Problemem jest duchowość, a właściwie jej kryzys. Większość z nas (również ja) zbyt często zapominamy, że najważniejszy jest Jezus i Zbawienie, że to On siedzi na tronie, a nie nasze wyobrażenia. Franciszek bardzo celnie punktuje tzw. „oświeconych katolików”, którzy próbują rozmywać nauczanie Kościoła. Tworzenie mętnej wody, w której zła nie nazywa się złem, a wprowadza relatywizm, jest niebezpieczne. Papież powtarza wyraźnie za Jezusem: Niech wasza mowa będzie TAK, TAK - NIE, NIE! Konserwatystom przypomina, że mają głosić Ewangelię, a nie moralność; że mają dbać o dobro Kościoła, a nie prawicy. On nie mówi nic nowego – powiedziano to już dawno temu, spisano w dokumentach Kościoła i powtarzano tysiące razy. Ale mimo wszystko gdzieś po drodze o tym zapomnieliśmy.

Każdy z nas walczy


Walka o Kościół trwa. To walka o człowieka i jego Zbawienie. Ale nie ma ona postaci konfliktu ks. Lemańskiego czy ks. Mądela z przełożonymi. Nie rozgrywa się w batalii Radia Maryja i TV Trwam o miejsce na Multipleksie czy w sejmowych głosowaniach nad in vitro i związkami partnerskimi. Ta walka ma miejsce w głowie i sercu proboszcza z Olsztyna albo Ostródy, który być może w następnym kazaniu przestanie politykować i pokaże ludziom Jezusa. Walka toczy się w wikarym z Kętrzyna albo Iławy, który wyjdzie do młodzieży i razem stworzą wspólnotę oazową. Wreszcie, walczymy my – świeccy. W końcu chcemy mieć wpływ na to, co się dzieje w Kościele. Być może w wyniku tych bojów ktoś z nas pójdzie po pracy na adorację, ktoś inny sięgnie wieczorem po Biblię albo w inny sposób zbliży się do Boga. I tak każdego dnia. To jest zadanie, do którego wzywa nas Franciszek. A wszystko inne będzie owocem tej batalii.
Bartosz Orliński

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB