Czwartek, 14 grudnia 2017

Dzienniczek uczuć

2013-11-14 10:53:55 (ost. akt: 2013-11-14 10:56:17)

Podziel się:

Autor zdjęcia: sxc.hu

Czy chrześcijan może się gniewać? Odczuwać żal, smutek, wściekłość? Czy może o tym mówić na modlitwie?

Często chcielibyśmy stawać przez Bogiem bez przykrych dla nas emocji. Jak odczuwamy radość, modlitwa przychodzi nam łatwo. Gdy czujemy gniew – o ile w ogóle pozwolimy sobie na przyznanie się do niego - czekamy, aż będziemy spokojni, zanim pomyślimy o modlitwie. Sami dzielimy nasze uczucia – na dobre i złe. Złe są dla nas gniew, złość, niechęć, niepewność, napięcie, wstyd, nieład, niemoc itd. Pewnie wielu z nas zostało wychowanych tak, by nie mówić i nie okazywać nieprzyjemnych uczuć. Często nie chcemy ich: próbujemy nie odczuwać. Tłumimy w sobie niechciane uczucia tak długo, aż wybuchamy i one rządzą nami. Albo w ogóle nie poddajemy ich kontroli. Zapominamy, że uczucia nie podlegają moralnej ocenie. Nie są ani dobre ani złe, chociaż mogą być przyjemne dla nas i nieprzyjemne. To nie z uczuć mamy się spowiadać, ale z czynów.

Bóg, który odczuwa

Wiele o świecie uczuć dowiemy się czytając Pismo Święte. Poznamy Jezusa, który się gniewał, współczuł, litował, płakał, cierpiał. Bóg, który stał się człowiekiem, poznał świat naszych uczuć i emocji. Po śmierci Łazarza Jezusa nie udawał, że nic się nie stało. Poznamy apostołów, których lęk, niepewność, zwątpienia są bliskie temu, co sami przeżywamy. Zobaczymy, jak można się też radować, weselić, wyrażać wdzięczność. Bóg przez Pismo Święte mówi nam, że przyjmuje nas takimi, jakimi jesteśmy – z tym całym naszym bałaganem. Tylko On jest w stanie pomóc nam „wyprostować” to, co tego wymaga. Wystarczy stanąć przed Nim bez ukrywania się za poprawnymi maskami.

To ja mam uczucia, a nie uczucia mają mnie

Gdy Adam nazywał to, co Bóg stworzył – brał to w posiadanie. Nazwanie czegoś daje prawo do istnienia. Podobnie jest z uczuciami – jeśli ich sami przed sobą nie nazwiemy, nie przyznamy, że są – to nie my będziemy mieli uczucia, ale to one przejmą władzę nad nami. Będzie kierował nami nasz lęk, ból, gniew. Trafne jest porównanie z autobusem, w którym jedziemy my i nasze uczucia. Jeśli nie przyznajemy się do uczuć lub przesadnie zajmujemy nimi, oddając im siebie – one przejmują kierownicę. A wystarczy nazwać je i pozwolić im jechać na miejscu pasażera, nie kierowcy, bez głębszego analizowania ich sensu, podłoża, znaczenia. Pan Bóg po jakimś czasie sam pokaże nam, co się za nimi kryło.

Dzienniczek uczuć

Jedną z metod uczenia się nazywania uczuć jest prowadzenie dzienniczka uczuć na koniec dnia. Nie chodzi o to, by rozpisać dzień minuta po minucie, ale by wybrać kilka sytuacji z danego dnia (5-6) i nazwać to, co wtedy czuliśmy, np. gdy rozmawiałem z przyjacielem, poczułem gniew; gdy spóźniłem się do pracy, odczułem złość; gdy nakrzyczał na mnie sąsiad, odczułem przykrość. Na początku będzie to dla nas głupie, może bez sensu. Za jakiś czas zobaczymy rezultaty. Emocje nie będą niszczyły nas – nauczymy się wiele o sobie i o nich.

Modlitwa psalmami


Modlić się w gniewie, złości, radości, żalu albo wdzięczności? Mamy wiele przykładów takich modlitw w psalmach. Możemy modlić się nimi, czytać je, rozważać. Niektóre fragmenty mogą nam się wydawać niemal obraźliwe, np. „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił”, „Boże mój, szukam Ciebie”, ale warto wtedy przypomnieć sobie, że właśnie psalmami modli się cały Kościół, m.in. w Liturgii Godzin. Kościół, który uwielbia, dziękuje, wychwala, jest wdzięczny, ale też Kościół, który prosi, który wyraża swój żal i niepewność, gdy cierpi. Modlitwa to spotkanie Boga, który kocha bezgranicznie i człowieka, który nie tylko jest obecny ciałem, ale też odczuwa; człowieka, który jest sobą.


Anna Wysocka









Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB