Poniedziałek, 27 marca 2017

„[…] i kamieni kupa”

2014-07-22 08:49:00 (ost. akt: 2014-07-22 08:55:19)

Podziel się:

Autor zdjęcia: sxc.hu

Społeczeństwo polskie jest przyzwyczajone do różnych sensacji i skandali z udziałem prominentów ze świata polityki, których to skandali i afer w ostatnim ćwierćwieczu nie brakowało.

Mimo to ujawniona przez tygodnik „Wprost” treść rozmów czołowych przedstawicieli polityki, ekonomii i biznesu, wśród nich także urzędujących ministrów, zaszokowała nawet najbardziej twardych i obytych z problematyką obserwatorów sceny politycznej. Nie ulega wątpliwości, że nagrywanie osób bez ich wiedzy w czasie prywatnych spotkań przy stole oraz publikacja nagrań bez ich zgody są naganne. To, że nagrania takie będą wykorzystane w bieżącej polityce bądź staną się elementem nacisku, a może nawet szantażu, nie ulega wątpliwości ‒ przecież po to się je nagrywa. Jednak wbrew oficjalnym deklaracjom elit politycznych, nie sama kwestia nielegalnego podsłuchu i publikacji jest głównym punktem „afery podsłuchowej”, ale jest nim to, co i jak mówili podsłuchiwani państwowi dygnitarze. Podczas gdy pierwsze z tych pytań, dotyczące m.in. stopnia zagrożenia dla państwa, można pozostawić fachowcom, to na drugie z nich potrafi odpowiedzieć sobie każdy Kowalski, nawet jeżeli nie zna się zbytnio na meandrach polityki.

Nie jest żadną pociechą, że porażający poziom cynizmu i wulgarności nagranych rozmówców jest odzwierciedleniem zjawisk, które można obserwować codziennie, nie tylko w kontaktach z ludźmi młodymi. Faktycznie, powszechność wulgaryzmów, i to wypowiadanych głośno, w publicznych miejscach, niemalże bez zażenowania, jest przygnębiająca. Jest ona znakiem zdziczenia kultury osobistej i totalnego rozkładu moralności publicznej. Analizując kulturę języka przez pryzmat słów Jezusa: Z obfitości serca usta mówią (Mt 12, 34), można łatwo wywnioskować, w jakim stopniu brudny i zdeprawowany jest świat myśli i wyobrażeń osób powszechnie używających wulgaryzmów. Ale na wulgarnych słowach się nie kończy. Starożytna mądrość uczy, że co pomyślisz dzisiaj, powiesz jutro, a zrobisz pojutrze. Język jest nie tylko odzwierciedleniem poziomu kultury osobistej, ale także ją kształtuje. Wulgarny język dzisiaj to w niedalekiej przyszłości brutalizacja relacji społecznych.

Nie sposób uciec tu od pytania, czy w ogóle możemy oczekiwać kultury osobistej i zwykłej ludzkiej przyzwoitości od polityków i osób publicznych? Jeszcze do niedawna było to oczywiste, że nie można być dobrym nauczycielem, lekarzem czy urzędnikiem, jeśli nie jest się dobrym człowiekiem ‒ również wtedy, gdy nikt nie widzi. Ale to spojrzenie było związane z przekonaniem o stałości zasad moralnych oraz o odpowiedzialności za stan swojego ducha przed własnym sumieniem, a ostatecznie - o odpowiedzialności przed Bogiem.

W świecie ponowoczesnym, którego nagrani politycy są klasycznymi reprezentantami, nie ma już jednak zasad moralnych i nie ma odpowiedzialności przed Bogiem, a sumienie zdegenerowało się do rangi osobistej fanaberii. Nie ma już prawdy rozumianej jako punkt odniesienia. Nie może więc też być uczciwości i prawości rozumianej jako podstawy nie tylko służby publicznej, ale w ogóle prawego życia. Ich miejsce zajęło kształtowanie wizerunku oraz zewnętrzna zgodność z procedurami. Te dwa elementy sprawiają, że człowiek, będący zwyczajnym wulgarnym draniem, może prezentować się jako uczciwy i kulturalny obywatel i nieskazitelna osoba publiczna i nie ma sobie nic do zarzucenia, gdy ujawnione zostają jego słowa, reakcje i uwagi w obszarze prywatnym. To jest przecież świat, w którym wolno mu odłożyć na bok oficjalne maski i może być sobą. Każdy powinien to rozumieć. Wystarczy, że w przestrzeni publicznej zachowuje wszystkie procedury, do których zobowiązuje go prawo oraz, że umiejętnie dba o swój pijar. To nowe słowo, które robi oszałamiającą karierę, pochodzące od skrótu wyrażenia Public Relations (PR), odzwierciedla przekonanie, że uczciwość przestała być już cechą osoby, a stała się konstruktem, który ‒ jak każdy inny towar czy usługa ‒ może być zamówiony i wytworzony. Uczciwość i prawość nie istnieją przecież rzeczywiście, ale jedynie wirtualnie. Nie jest ważne, czy polityk, lekarz czy urzędnik jest uczciwy i kulturalny, ale czy uchodzi za takiego. W ten sposób najzwyklejsza obłuda i rynsztokowa kultura, jeżeli tylko jest dobrze „zarządzana” przez specjalistów od wizerunku, może z powodzeniem wejść na salony i uzyskać prawo bytu w przestrzeni publicznej.

Jak powinno zareagować społeczeństwo na tą niby uczciwość i niby prawość polityków. Powinno chyba sięgnąć po te same narzędzia kształtowania wizerunku. Chyba najlepszą reakcją będzie niby szacunek wobec takich polityków na co dzień i niby poparcie ich w następnych wyborach.

Ks. Marian Machinek MSF

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Modlitewnik Msze w Olsztynie Czytelnia Wieczory Uwielbienia Ciekawe strony

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB