Piątek, 20 października 2017

Kazus Chazana

2014-08-20 12:27:12 (ost. akt: 2014-08-20 12:31:09)

Podziel się:

Autor zdjęcia: sxc.hu

Pośpiech i medialna nagonka, jakie towarzyszyły odwołaniu profesora Bogdana Chazana z funkcji dyrektora Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie, każą widzieć w tym wydarzeniu coś więcej, niż jedynie lokalny epizod

Kazus Chazana ma stanowić ostrzeżenie dla wszystkich pracowników służby zdrowia, którzy zdecydują się przykładać do swoich działań miarę etyczną. Przecież tym, czego się od nich wymaga, jest jedynie ścisłe wykonywanie procedur, a niezależne myślenie jest dopuszczalne jedynie w ich ramach. Jeżeli ktoś taki, jak Chazan może zostać wyrzucony z eksponowanej posady dyrektora szpitala, i to mimo znakomitych wyników placówki, niekwestionowanej kompetencji oraz znakomitej opinii ogromnej większości pacjentek, to cóż dopiero stanie się z szeregowym lekarzem, który być może dopiero rozpoczyna swoją karierę medyczną? Taki czytelny komunikat ma raz na zawsze wybić im z głowy etyczną prostolinijność i zapewnić gładkie dopasowanie do systemu.

Profesor Chazan jest lekarzem, który odważył się działać w zgodzie z własnym sumieniem, które ‒ co trzeba podkreślić ‒ nie jest konfesyjnie zawężone, ale jest sumieniem lekarza, dla którego życie i zdrowie pacjenta stanowią najwyższą normę działania. Jeżeli chodzi o kwestię aborcji, Chazan jest, rzec by można, „człowiekiem z przeszłością". Nigdy nie ukrywał tego, że sam kiedyś dokonywał aborcji. Zmienił jednak swoje postępowanie i dziś należy do jej zdecydowanych przeciwników. Jego postawa stała się z biegiem czasu symbolem sposobu uprawiania medycyny, który wymyka się politycznej poprawności. Dla zwolenników rewolucji kulturowej, która ma totalnie zniwelować wszelkie pozostałości kultury wyrosłej na wierze chrześcijańskiej, taka postawa stała się śmiertelnie niebezpieczna. Ktoś taki, jak profesor Chazan jest solą w oku, bo staje się dla innych pracowników służby zdrowia punktem odniesienia. Daje oparcie wszystkim niezdecydowanym, którzy zawsze już chcieli postąpić podobnie, ale brakowało im odwagi. Staje się jednak także uosobionym wyrzutem sumienia dla tych, którzy skapitulowali i poddali się naciskowi „obowiązujących standardów”.

Czy profesor Chazan naruszył prawo? Na to pytanie należałoby odpowiedzieć innym: Czy można nie naruszyć prawa, które jest samo w sobie sprzeczne? Które przyznaje lekarzowi prawo do sprzeciwu sumienia, a jednocześnie mu je odbiera, zobowiązując go do współdziałania w wykonaniu świadczenia, które z etycznym względów odrzuca?
Dlaczego w czasach, gdy w Internecie można uzyskać informacje na temat aktualnej prognozy pogody dla każdej niemal miejscowości w Polsce, zwolennicy aborcji nie potrafią sami zadbać o informację, dotyczącą dostępności tego typu „usług medycznych”? Byłoby to oczywiście możliwe, ale zadanie to zostaje celowo powierzone lekarzom, którzy tych usług odmawiają. Logika takiej regulacji jest jasna: w ramach systemu usług zdrowotnych nikt nie może mieć czystych rąk. Nawet ten, który z etycznych względów nie chce bezpośrednio w nich uczestniczyć, musi pośrednio być w nie uwikłany, by odebrać siłę jego świadectwu. Klarowne postawy mogą zaburzyć sterylną jednolitość systemu….

Profesor Chazan ma rację, twierdząc , że jego kazus jest znakiem nadciągającej rewolucji kulturowej. Jedną z jej cech są akcenty totalitarne. Na razie mamy do czynienia ze stosunkowo „miękkim totalitaryzmem", który polega na próbie wtłoczenia społecznie i kulturowo doniosłych obszarów życia publicznego w ramy poprawności politycznej, przy jednoczesnym piętnowaniu i ośmieszaniu oponentów. Jedynie w pojedynczych przypadkach sięga się po środki prawne, eliminujące ich z czynnego życia publicznego. Przejście do „twardego totalitaryzmu", w ramach którego niezależność sumienia będzie traktowana jako wykroczenie, uniemożliwiające normalne funkcjonowanie w przestrzeni publicznej, jest jedynie kwestią czasu.

Dramatycznej aktualności nabierają w tym kontekście słowa Jana Pawła II wypowiedziane w Skoczowie w roku 1995 r. Są one już nie tylko ostrzeżeniem związanym z czasami komunizmu, ale stają się proroctwem na najbliższą przyszłość Polski i całej europejskiej kultury: „Wbrew pozorom, praw sumienia trzeba bronić także dzisiaj. Pod hasłami tolerancji, w życiu publicznym i w środkach masowego przekazu szerzy się nieraz wielka, może coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący. Zauważa się tendencje do spychania ich na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój i muszą dawać wiele do myślenia”.

Ks. Marian Machinek MSF

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB