Piątek, 20 października 2017

K@tolik w sieci

2014-10-27 10:09:13 (ost. akt: 2014-10-27 10:13:05)

Podziel się:

Czym są dla katolika portale społecznościowe? Po co wspólnocie strona internetowa, skoro się modli?

Potrzebujemy wspólnoty, a ponieważ narzekamy na brak czasu, powstają społeczności internetowe (paradoksalnie na nie znajdujemy czas). Według badań zleconych przez Microsoft w 2013 roku przeciętny Polak spędza ok. 3- 5 godzin dziennie na korzystaniu ze stron internetowych. Średnia ta ciągle wzrasta. To tylko średnia. Serwisy społecznościowe, takie jak najpopularniejszy Facebook, stają się miejscem spędzania wolnego czasu, zasięgania opinii, szukania informacji, ale także budowania relacji, szukania pomocy i wsparcia. Chrześcijańskie wspólnoty, ruchy i stowarzyszenia mają coraz większą świadomość, że nie mogą pomijać tego kanału komunikacji. Od kilku lat funkcjonują strony fanów konkretnych ruchów i parafii, powstają ciągle nowe. Przez portal społecznościowy można prowadzić dyskusje religijne, ale także prosić o modlitwę. Chrześcijanie organizują wirtualne pogotowia modlitewne. To w Internecie najpierw szukamy informacji o jakiejś organizacji, wspólnocie. Może dziwić fakt, że nie wszystkie wspólnoty (także parafialne) dostrzegają potrzebę własnej strony internetowej. Ograniczają się do odczytania w niedzielnych ogłoszeniach informacji o jakimś spotkaniu albo powieszenia tego przy budynku kościoła. Dziwią się później, ze prawie nikt o tym nie wiedział. Próbą stworzenia czegoś „dla katolików” jest portal Twojaparafia.pl – który w założeniach ma integrować internetowe środowisko katolickie, pomagać w wymianie informacji o rekolekcjach, wydarzeniach religijnych. Portal jednak ma też wady, gdyż dzieli ludzi. Stawia poza swoimi murami tych, którzy może niekoniecznie uważają się za gorliwych katolików, a do których posyła nas Bóg ze swoją Dobrą Nowiną o zbawieniu każdego człowieka. Nie musimy uciekać do katolickich portali – informacjami religijnymi możemy (a nawet powinniśmy) dzielić się także na innych.

Internauta szuka Boga


Jeszcze 5-8 lat temu bardzo popularne były fora internetowe. To na nich, w dyskusjach, która dawały pozory anonimowości, można było wyczytać tęsknotę ludzi – za miłością, akceptacją, zrozumieniem, bliskością, czyjąś obecnością. Tęsknotę także za Bogiem i za Jego bezwarunkową miłością – nawet jeśli nie wszyscy się do tego przyznawali od razu. Dzisiaj dyskusje przeniosły się na portale społecznościowe czy strony internetowe z możliwością komentowania. Jesteśmy tam posłani my – chrześcijanie, Ci, którzy doświadczyli tego, że Bóg kocha i przebacza. Każdemu. Jaką treść zostawiamy na stronach internetowych? Czym dzielimy się z innymi? Nadzieją czy może zwątpieniem? W życiu codziennym jest trudniej dzielić się swoją wiarą niż w Internecie. Mimo że w sieci nie istnieje anonimowość. Może jednak komuś będzie łatwiej tak nas zapytać – dlaczego ty wierzysz? Dlaczego Bóg pozwala na cierpienie? Po co Kościół, w którym dzieje się tyle zła? Może nam będzie łatwiej odpowiedzieć właśnie przez Internet. Człowiek jest wolny – my możemy podzielić się tym, co jest ważne dla nas. Każdy sam wybiera.

Słowo Boże w telefonie


Dzięki popularnym i coraz powszechniejszym urządzeniom mobilnym (smartfonom, tabletom) mamy dostęp do stron internetowych na wyciągniecie ręki. Niektórzy „są online” niemal 24 godziny na dobę – gotowi w każdej chwili sprawdzić ulubioną stronę internetową czy odpisać na e-mail. Coraz częściej korzystamy też z aplikacji mobilnych: Pisma Świętego, Brewiarza. Nie brakuje rozważań czytań na dany dzień w wersji na smartfony. Zabiegani korzystają z rekolekcji internetowych. Zamykanie oczu na postęp technologiczny i mówienie, że to pewnie „narzędzia szatana” (co już słyszałam), nie ma sensu. Wyrządza tylko szkodę, bo to są narzędzia, które można wykorzystać do szerzenia dobra. To są środki, które pomagają dzielić się Dobrą Nowiną.

Bądź obecny tam, gdzie jesteś!


Znamy zagrożenia związane z ograniczaniem się tylko do kontaktów wirtualnych. Żaden portal społecznościowy nie zastąpi bezpośrednich relacji. Żadna grupa fanów nie zastąpi realnej wspólnoty. Ale to są środki, które mogą pomóc – by ktoś, kto do tej pory omijał Kościół, dzięki stronie internetowej czy koncie na Facebooku dowiedział się, że istnieje jakaś wspólnota, są jakieś rekolekcje, by poznał ludzi, do których może wstydziłby się najpierw sam podejść. Może tylko tak dowie się, że nikogo Bóg nie przekreśla.

Anna Wysocka

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB