Czwartek, 24 sierpnia 2017

Pigułka pogardy

2015-02-11 09:30:54 (ost. akt: 2015-02-11 10:03:31)

Podziel się:

Autor zdjęcia: sxc.hu

Decyzja Komisji Europejskiej by pigułkę ellaOne, należącą do środków tzw. antykoncepcji postkoitalnej czy awaryjnej, określaną także jako tabletka „po”, była w aptekach dostępna bez recepty, wywołała z jednej strony euforię środowisk propagujących antykoncepcję, a z drugiej liczne protesty środowisk broniących życia.

Tabletka ellaOne była już dostępna w aptekach, jednak warunkiem jej otrzymania była recepta. Uczynienie z niej specyfiku ogólnie dostępnego stanowi niewątpliwie nową odsłonę w starciu dwóch cywilizacji: śmierci i życia, o której tak wiele mówił Jan Paweł II. W dramatyczny sposób fakt ten potwierdza diagnozę Jana Pawła II sprzed dwudziestu lat. W ogłoszonej w 1995 r. encyklice „Evangelium Vitae” papież rozróżnił wprawdzie między antykoncepcją a aborcją, stwierdzając, że są to z moralnego punktu widzenia dwa zasadniczo różne rodzaje zła: „jedno jest sprzeczne z pełną prawdą aktu płciowego jako właściwego wyrazu miłości małżeńskiej, drugie niszczy życie ludzkiej istoty”. Jednak zaraz dodał: Mimo tej odmiennej natury i ciężaru moralnego pozostają one bardzo często w ścisłym związku, niczym owoce jednej rośliny” (EV 13).

W ostrej dyskusji medialnej odnośnie tej kwestii rzuca się w oczy przede wszystkim brak rzetelności informacyjnej. Zakładając, że wypowiadający się eksperci nie są ignorantami, trudno nazwać tę kampanię dezinformacyjną inaczej jak zawoalowanym kłamstwem. Obok nieprawdziwych sugestii, jakoby kraje członkowskie były zmuszone do wprowadzenie w życie dyrektywy Komisji Europejskiej i nie miały w tej materii żadnego wyboru, informacyjny zamęt dotyczy przede wszystkim mechanizmu działania ellaOne. W dyskusjach medialnych podkreśla się, że jest to preparat wyłącznie antykoncepcyjny. Zarzuty środowisk pro life opierają się zatem, jak się twierdzi, na braku wiedzy, a pigułka może być wielkim dobrodziejstwem, gdyż pozwoli znacznie zmniejszyć liczbę aborcji.

Entuzjaści decyzji Komisji Europejskiej podkreślają, że ellaOne „nie powoduje przerwania istniejącej” ciąży. Taki dobór słów jest nieprzypadkowy. Stoi za nim określona definicja ciąży, która za jej początek traktuje zagnieżdżenie embrionu w macicy. Wszystko, co dzieje się wcześniej, a więc od zapłodnienia do zagnieżdżenia, a więc w pierwszych kilku dniach życia embrionu, gdy wędruje on w jajowodzie w kierunku macicy intensywnie się rozwijając, nie podpada tu pod definicję ciąży. Powstały już embrion, a więc istota ludzka, która rozpoczęła swoje unikalne i jedyne życie, jest traktowany jako lekko zmodyfikowana (bo zapłodniona) komórka jajowa, której nie trzeba poświęcać wiele uwagi. Zabicie takiego wczesnego embrionu nie będzie wiec także traktowane jako działanie wczesnoporonne.

Gdy szuka się na fachowych portalach internetowych odpowiedzi na pytanie, czy ellaOne ma działanie wczesnoporonne, można znaleźć np. takie wyjaśnienie: „Nie. Tabletka ellaOne zapobiega ciąży, zapobiegając owulacji lub opóźniając ją lub utrudniając zagnieżdżenie się zarodka / zapłodnionego jajeczka w macicy. Jeśli uznajemy, że początek życia to powstanie zarodka, to stosowanie tego środka będzie dla nas kontrowersyjne”. Prawda jest więc zgoła inna: owszem, ellaOne może mieć działanie antykoncepcyjne (przeciwpoczęciowe), ale jedynie wtedy, gdy kobieta przyjmie ją przed owulacją. Gdy uczyni to w trakcie lub po owulacji, pigułka spowoduje na zniszczenie rozpoczętego życia nowej istoty ludzkiej, a więc będzie formą aborcji. Owszem, ellaOne pozwoli zmniejszyć liczbę późniejszych aborcji, zwiększając jednocześnie liczbę wcześniejszych aborcji. Będą one teraz anonimowe, dokonywane już nie w gabinetach ginekologicznych, ale w zaciszu domowym. Przy takim podejściu wartość życia istot ludzkich w pierwszej fazie ich istnienia równa jest zeru. Nie trzeba wiele wyobraźni, by dostrzec konsekwencje takiego podejścia także w obszarze innych zagadnień bioetycznych, np. zapłodnienia in vitro. Jeżeli poczęty na drodze naturalnej i wędrujący w jajowodzie embrion jest niczym i może być bez problemu uśmiercony, dlaczego ktoś miałby się przejmować takimi samymi embrionami wyprodukowanymi w laboratorium i używanymi do zapłodnienia in vitro, a potem ponosić wielkie nakłady finansowe, by trzymać embriony nadliczbowe w zamrażarkach?

ellaOne to doprawdy pigułka pogardy dla najsłabszych, których śmierć już nawet nie zasługuje na zarejestrowanie w wykazie dokonanych aborcji. Pośrednio dyskusja ta rzuca światło także na rzekomą niezawodność nowoczesnych metod antykoncepcji. Zdaniem zwolenników nowej generacji pigułek, jej upowszechnienie i udostępnienie jest konieczne. Dlaczego? Bo, jak się okazuje, inne środki antykoncepcyjne zbyt często zawodzą….

W zatarciu różnicy między antykoncepcją a aborcją widać, jak prorocza była diagnoza Jana Pawła II. W tym przypadku są to faktycznie dwa owoce jednej rośliny ‒ mentalności antynatalistycznej. Różnica ta, obecna jeszcze niedawno w każdej dyskusji na temat antykoncepcji, nie odgrywa tu już żadnej roli.


Ks. Marian Machinek MSF



Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB