Wtorek, 23 maja 2017

Naprotechnologia: nie leczymy różańcem!

2015-09-07 13:51:53 (ost. akt: 2015-09-07 13:53:04)
Naprotechnologia jest szansą dla wielu małżeństw, które mają problemy z poczęciem dziecka. Jest także doskonałym narzędziem diagnostycznym i sposobem na poznanie własnej płodności również dla tych, które nie mają tego problemu.

Naprotechnologia jest szansą dla wielu małżeństw, które mają problemy z poczęciem dziecka. Jest także doskonałym narzędziem diagnostycznym i sposobem na poznanie własnej płodności również dla tych, które nie mają tego problemu.

Autor zdjęcia: pixabay.com

Podziel się:

Naprotechnologia, a właściwie NaProTECHNOLOGY® to prężnie rozwijająca się gałąź medycyny, wokół której narosło wiele nieporozumień i fałszywych oskarżeń. W rozmowie z Martą Stasieło, która jest instruktorem Modelu Creighton, staram się przybliżyć metodę, która jest szansą dla wielu małżeństw.

Naprotechnologia przedstawiana jest jako kościołkowa metoda, jako katolickie in vitro. Jak jest naprawdę?


Naprotechnologia nie leczy różańcem! Jest to nowoczesna medycyna wykorzystująca najnowsze osiągnięcia naukowe, sprzęty i metody diagnozowania i leczenia, również mikrochirurgicznego. Fakt, że w tej dziedzinie medycyny są wykorzystywane także proste obserwacje oznak płodności, nie umniejsza jej naukowego źródła. Poszanowanie człowieka jako całości i uznanie wartości życia, które jest bliskie chrześcijaństwu sprawia, że niektóre środowiska niesłusznie przyklejają łatkę właśnie „metody kościołkowej”. A to jest po prostu naturalna etyka pracy z drugim człowiekiem. Podejście do pacjenta jest bardzo indywidualne, nie „taśmowe”. Naprotechnologia jest poparta wieloletnimi badaniami naukowców, na czele których stoi dr Hilgers, twórca metody. Wysokie wymagania stawiane instruktorom Modelu Creighton i lekarzom zajmującym się naprotechnologią gwarantują wysoki standard.

O naprotechnologii słyszymy najczęściej w kontekście alternatywy dla zapłodnienia In vitro. Czy w związku z tym jest to metoda dedykowana tylko parom mającym problem z poczęciem dziecka?


Naprotechnologia jest nie tylko dla małżeństw, które mają problem z płodnością. To medycyna, dlatego wkracza głównie wtedy, gdy występuje jakieś odstępstwo od normy. Skutecznie diagnozuje i leczy najróżniejsze zaburzenia ginekologiczne, hormonalne, czy inne ogólnoustrojowe. Często objawem takich zaburzeń jest właśnie niepłodność. Wynika z tego, że niepłodność sama w sobie nie jest jednostką chorobową, a objawem różnych (często bardzo złożonych) nieprawidłowości.

Głównym narzędziem naprotechnologii jest Model Creighton. Może on być stosowany przez wszystkich – zdrowych i chorych, małżonków i osoby samotne, nastolatki i kobiety w okresie premenopauzy, kobiety po porodzie, pary starające się o poczęcie i takie, które nie chcą mieć w tym momencie dzieci. W każdym przypadku, w każdym wieku, w każdym stanie możemy mieć kontrolę nad swoją płodnością i swoim zdrowiem. A nawet jeśli wszystko jest w porządku, Model Creighton jest systemem wczesnego ostrzegania przed różnymi chorobami. Nie raz zdarzało się, że dzięki obserwacjom w Modelu Creighton lekarz mógł bardzo wcześnie zidentyfikować np. zmiany nowotworowe, które, tak szybko rozpoznane, są oczywiście do wyleczenia.

Czym jest Model Creighton?


Model Creighton to system obserwacji własnego zdrowia i płodności. Codzienne objawy, które są zapisywane na specjalnej karcie, dają kobiecie i małżeństwu wiedzę – stają się oni ekspertami. Ten system pozwala nie stosować antykoncepcji i czuć się bezpiecznie i zdrowo. Dodatkowo jest to podstawowe narzędzie stosowane w naprotechnologii. Aby nauczyć się tego systemu kobieta lub para umawia się na sesję wprowadzającą z instruktorem, podczas której mogą poznać podstawy Modelu Creighton i naprotechnologii. Decydują wtedy, czy chcą podjąć się nauki. Jeśli tak, umawiamy się na kolejne spotkania w określonym harmonogramie. Po mniej więcej 3 cyklach obserwacji, jeśli jest taka potrzeba, można już wybrać się na pierwszą wizytę u lekarza-naprotechnologa.

Jak wygląda zestawienie skuteczności leczenia naprotechnologią, z efektami zapłodnienia In vitro?


Skuteczność naprotechnologii w leczeniu niepłodności wynosi nawet do 80%, oczywiście w zależności od źródła choroby. Taka skuteczność jest zauważalna przy leczeniu choroby policystycznych jajników. W przypadku in vitro, przy tym schorzeniu, skuteczność wynosi średnio (wg różnych badań) około 25,6%. Kiedy pojawiło się in vitro, mikrochirurgiczne metody leczenia przestały być rozwijane, bo można przecież ominąć problem, np. niedrożnych jajowodów. W naprotechnologii mikrochirurgia jest mocno rozwijana i przynosi bardzo dobre efekty. W wielu przypadkach naprotechnologia jest bardziej skuteczna niż in vitro i chociaż nie pomoże wszystkim w 100%, często otwiera serca na adopcję. Warto jednak zwrócić uwagę, że wyleczenie przyczyny choroby pozwala na kolejne naturalne ciąże. W in vitro nie ma tego efektu.

Częstym zarzutem, z jakim zmaga się naprotechnologia, jest rzekoma bezradność wobec sytuacji, gdy problemy z płodnością leżą po stronie mężczyzny. Czy naprotechnologia jako metoda leczenia niepłodności ma coś do zaoferowania mężczyznom?


Tak, mężczyźni również są leczeni przez naprotechnologię. Może być to leczenie hormonalne, chirurgiczne, suplementacja, zwrócenie uwagi na zdrowszy tryb życia itp. Nawet przy bardzo słabych wynikach parametrów nasienia szanse na poczęcie są. Jedynie przy zupełnym braku plemników naprotechnologia nie jest w stanie pomóc. Ale wtedy nawet przy zapłodnieniu In vitro potrzebne są komórki rozrodcze od osoby trzeciej. Jednak jeśli parametry są obniżone (nawet w znacznym stopniu), należy doprowadzić do takiego stanu, alby kobieta pod względem płodności była bardzo zdrowa. Małżeństwo wie, kiedy jest najlepszy czas na poczęcie i dzięki dodatkowemu leczeniu jest w naprotechnologii wiele sukcesów.

Bardzo często temat płodności – zarówno gdy wszystko jest w porządku jak i w przypadku wystąpienia problemów, traktowany jest jako temat kobiecy. Gdzie tu miejsce i rola mężczyzny?


Jeśli spojrzymy na płodność pary ludzi, jest ona determinowana przez okresy płodności i niepłodności kobiety, bo mężczyzna jest płodny cały czas. Stąd duża odpowiedzialność za tą sferę życia spoczywa, moim zdaniem, właśnie na mężczyźnie. Nie umniejszając nic odpowiedzialności kobiety! To kobieta prowadzi obserwacje i je rozpoznaje, ale mężczyzna ma tu bardzo ważną rolę wspierającą. Piękne jest to, kiedy spotykam się z małżeństwami, czy narzeczonymi i okazuje się, że wspólnie potrafią odczytać informacje z zapisów w karcie. Mężczyzna też może się tego nauczyć i świadczy to o jego trosce o kobietę, z którą żyje, ale też właśnie o jego sporym poczuciu odpowiedzialności. A kobieta czuje się wtedy kochana, szanowana i bezpieczna. Staje się dla nich fascynujące to, jak dużo można wiedzieć o sobie. Wiem to z doświadczenia swojego i par, które uczę. Nie raz słyszę, że dwoje ludzi dzięki nauce Modelu Creighton zbliżyło się do siebie, bo nauka tego systemu wymaga rozmów i wzajemnego zrozumienia w różnych aspektach relacji męsko-damskiej.

Bartosz Orliński


Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Lidia86 #2222711 | 80.51.*.* 13 kwi 2017 14:10

    Leczę się naprotechnologicznie od roku. Już na pierwszej wizycie zostaliśmy z mężem gruntownie przebadani. Okazało się, że mam PCO, rozchwiane hormony, chorą trzustkę, endometriozę i niedrożny jajowód. W klinice In Vitro powiedzieliby mi, że jedynym wyjściem jest zapłodnienie pozaustrojowe. Na szczęście trafiliśmy do Instytutu Rodziny - tam po kolei zaradzili wszystkim moim problemom (operacyjne bądź farmakologicznie). Wyniki męża - ciężka oligozoospermia - także klasyfikowałby go tylko na In Vitro. Lekarze Napro odkryli jednak, że przyczyną tak słabego nasienia były żylaki powrózka nasiennego. Po ich operacyjnym usunięciu i dodatkowej suplementacji zarówno hormonalnej (clostilbegyt/letrozol) jak i witaminowej (l-karnityna, astaksantyna, koenzym q10, witamina E) wyniki znacznie się poprawiły. Polecam opinie innych par ze strony www.naproinfo.pl

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Robin #1810800 | 212.160.*.* 8 wrz 2015 10:57

    Może jeśli pacjentki (pacjenci - w końcu mówimy o małżeństwach) zaczną wymagać od lekarzy znajomości NPR i Modelu Creighton, to coś się zmieni...

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. płodna #1810624 | 178.183.*.* 7 wrz 2015 23:22

    dzięki za rzeczowe wyjaśnienie, szkoda tylko że lekarze nie chcą się uczyć...

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz