Piątek, 21 lipca 2017

Prałackie wyjście z szafy

2015-10-12 15:39:21 (ost. akt: 2015-10-12 15:57:18)

Podziel się:

Lektura napisanego w roszczeniowym tonie, pełnego nieskrywanej pogardy dla „homofonicznego Kościoła" manifestu ks. Charamsy, skłania do podwójnej refleksji.

Lektura napisanego w roszczeniowym tonie, pełnego nieskrywanej pogardy dla „homofonicznego Kościoła" manifestu ks. Charamsy, skłania do podwójnej refleksji.

Autor zdjęcia: sxc.hu

Dla wielu wierzących w Chrystusa w Polsce oświadczenie ks. Krzysztofa Charamsy o jego homoseksualnej orientacji było nie tylko wstrząsem, ale także głębokim zgorszeniem. Okazało się ‒ niestety nie po raz pierwszy ‒ że nacisk pro-gejowskiego lobby dosięga Kościół nie tylko z zewnątrz, ale przychodzi także z jego wnętrza.

Odsuwając na bok emocje, jakie towarzyszą oglądaniu żałosnego internetowego oświadczenia ks. Charamsy, które w języku medialnym bywa określane jako „wyjście z szafy" (coming out of the closet), warto przyjrzeć się bliżej temu wydarzeniu.

Główny jego bohater wcale nie ukrywa, że jego wystąpienie w przededniu Synodu Biskupów poświęconego rodzinie ma być elementem medialnego nacisku na obradujących biskupów. Fakt, że osoba, która w sposób spektakularny deklaruje, że jest gejem i żyje w bliskiej relacji z innym mężczyzną, jest jednocześnie katolickim prezbiterem, prałatem, urzędnikiem Kongregacji Nauki Wiary, a więc watykańskiej dykasterii, odpowiedzialnej za czuwanie nad nieskazitelnością i klarownością wiary Kościoła, nie pozwala przejść obok niego bez reakcji. Paradoksalnie, ten bolesny fakt może być dla wielu biskupów przybywających do Rzymu na synod otrzeźwiającym prysznicem. Szczególnie dla tych, którzy ulegają złudzeniu, że wzrastający, a nawet przybierający czasami cechy instytucjonalnego nacisku wpływ ideologii genderowej może być bagatelizowany. Ks. Charamsa nie pozostawia żadnej wątpliwości co do tego, że jego żądania zmiany katolickiej nauki o płci i małżeństwie, podobne do niektórych postulatów, jakie pojawiły się w czasie ubiegłorocznej nadzwyczajnej sesji Synodu Biskupów, nie oznaczają jedynie zmiany praktycznego podejścia czy pewnego przystosowania języka Kościoła do współczesnej wrażliwości, ale że chodzi o totalną zmianę kościelnej doktryny. Dotychczasowe nauczanie Kościoła na temat orientacji homoseksualnej to dla ks. Charamsy „okrutna", „niekompetentna" i „krzywdząca" nauka, która musi zostać zmieniona, a nawet wręcz odwołana. Lista dokumentów, jakie z dezaprobatą przywołuje ks. Charamsa, obejmuje nie tylko wypowiedzi watykańskich kongregacji, ale także Katechizm Kościoła Katolickiego, a nawet Biblię. Ponieważ trudno oczekiwać zmiany tekstów biblijnych, ks. Charamsa postuluje takie ich rozumienie, które pozwoliłoby osłabić i zrelatywizować, a ostatecznie unieważnić zawarte w nich klarowne potępienie aktów homoseksualnych. Lektura napisanego w roszczeniowym tonie, pełnego nieskrywanej pogardy dla „homofonicznego Kościoła" manifestu ks. Charamsy, skłania do podwójnej refleksji.

Najpierw manifest ten pokazuje (paradoksalnie i zapewne wbrew intencji autora!) spójność nauki Kościoła w kwestii homoseksualizmu. W ostatnich dziesięcioleciach była ona wielokrotnie przedstawiana i potwierdzana przez Magisterium Kościoła i pozostaje zgodna z niezmanipulowaną, rzetelną egzegezą biblijną. Należy dodać, że dokumenty, których odwołania i unieważnienia domaga się ks. Charamsa, nie tylko pokazują racje, dla których Kościół uznaje akty homoseksualne za grzeszne, ale zawierają także wyraźne przestrogi przed każdą niesprawiedliwą dyskryminacją osób homoseksualnych oraz potępienie aktów przemocy wobec nich.

Druga refleksja jest już bardziej osobista. Ktoś, kto jako ksiądz demonstracyjnie pokazuje swój osobisty konflikt związany z orientacją seksualną w świetle medialnych reflektorów, musi być przygotowany na niewygodne pytania. Jedno z nich brzmi: co robi praktykujący gej w Kongregacji Nauki Wiary? Gejem nie zostaje się z dnia na dzień. Gdy ks. Charamsa przygotowywał się w seminarium do kapłaństwa i przed kilkunastu laty przyjmował święcenia kapłańskie, musiał to czynić ze świadomością, że postępuje niezgodnie z nauką Kościoła, którego dyscyplina zabrania udzielania święceń mężczyznom homoseksualnym. Można więc przypuszczać, że ukrywanie orientacji homoseksualnej, a zatem podwójne życie towarzyszyło kapłańskiej drodze ks. Charamsy. Jeżeli tak faktycznie było, to ceną za kościelne godności było swego rodzaju życiowe kłamstwo. Trudno nie nazwać cynicznym postawy kogoś, kto z pełną świadomością konfliktu z zasadami Kościoła, robi kościelną karierę poprzez to, że wzbudza zaufanie przełożonych, którzy umożliwiają mu dalsze studia, promują do sprawowania coraz wyższych urzędów kościelnych i przedstawiają jako kandydata do otrzymania kościelnych godności. Ten typ karierowiczostwa trzeba uznać za szczególnie odrażający.

Wystąpienie ks. Charamsy jest kolejną odsłoną przyjmującego coraz to wyraźniejsze kształty fundamentalnego konfliktu kulturowego. Kościół katolicki jest w tej chwili jedyną globalną siłą, która w sposób jasny i zdecydowany opowiada się za integralną wizją płci, za szacunkiem dla małżeństwa mężczyzny i kobiety i za wspieraniem opartej na nim rodziny, sprzeciwiając się tym samym uznaniu ideologii genderowej za jedyny i powszechnie obowiązujący sposób podejścia do tych kwestii. Oby rozpoczynający się Synod Biskupów wyraźnie dostrzegł i docenił powagę sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie Kościół.

Ks. Marian Machinek MSF

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB