Niedziela, 24 września 2017

Imieniem Boga jest „Miłosierdzie”

2016-02-07 12:00:00 (ost. akt: 2016-02-24 09:44:57)

Podziel się:

Kościół ma uzmysłowić, że nie ma sytuacji, z których nie można się podnieść. Zawsze istnieje szansa rozpoczęcie od nowa.

Kościół ma uzmysłowić, że nie ma sytuacji, z których nie można się podnieść. Zawsze istnieje szansa rozpoczęcie od nowa.

Autor zdjęcia: pixabay.com

„Miłosierdzie to imię Boga” to tytuł kolejnego wywiadu-rzeki przeprowadzonego przez znanego włoskiego pisarza i dziennikarza katolickiego Andreę Torniellego z papieżem Franciszkiem. Jest to niewątpliwie kolejna podjęta przez papieża próba przybliżenia idei Jubileuszu Miłosierdzia.

Jednak nie chodzi tylko o zaspokojenie ciekawości i wyjaśnienie tła, inspiracji i zamysłu, towarzyszących papieżowi w podejmowaniu decyzji o ogłoszeniu tego nadzwyczajnego jubileuszu. Nie ma on być przecież jedynie kolejną akcją duszpasterską, ale przypomnieniem czegoś, co stanowi samo centrum Ewangelii.

Ogłaszanie Bożego miłosierdzia to przecież samo centrum kerygmatu, czyli tego, co najistotniejsze w głoszeniu Dobrej Nowiny. Jest to sedno nauczania Jezusa, a dla Franciszka, jak sam wyznaje, jest to „najmocniejsze przesłanie Pana”. Papież nie odkrywa przy tym czegoś, co do tej pory miałoby być w Kościele niedocenione i zaniedbane. Świadomie stawia siebie w szeregu ostatnich następców św. Piotra, począwszy od Jana XXIII, i przywołuje ich naglące nawoływania do zwrócenia się ku Bogu, który jest bogaty w miłosierną miłość. Czyni to oczywiście w swoim niepowtarzalnym stylu, z latynoską żarliwością i silnymi emocjami, posługując się barwnym i obrazowym, a przy tym zwyczajnym i przystępnym językiem.

Stare i znane wszystkim wierzącym prawdy rozbłyskują nowym blaskiem, gdy papież podkreśla, że to właśnie grzech jest przestrzenią, w której dochodzi do spotkania z miłosierdziem Jezusa. Nie oznacza to i nie może oznaczać bagatelizowania grzechu. Kościół musi potępić grzech, bo musi mówić prawdę. Ale jednocześnie powinien przytulić osobę, która uważa się za grzesznika i ogłosić jej z mocą wielkie Boże miłosierdzie. Kościół nie jest na świecie po to, by potępiać, lecz by umożliwić każdemu człowiekowi spotkanie z tą przenikająca do głębi Boża miłością. Kościół ma uzmysłowić ludziom, że nie ma takich sytuacji, z których nie można się podnieść; dopóki człowiek żyje zawsze istnieje szansa rozpoczęcia od nowa. Przywołując swój charakterystyczny obraz Kościoła jako szpitala polowego, Franciszek podkreśla, jak ważna jest „medycyna pierwszej pomocy”, szybka interwencja by toczący walkę nie umierali. Najbliższym takim szpitalem, udzielającym pomocy tym, którzy się źle mają, jest rodzina. Jak zaznacza Franciszek, „jest ona pierwszą szkołą dla dzieci, niezbędnym punktem odniesienia dla młodych, najlepszym schronieniem dla starszych”.

Papież nie jest pięknoduchem i wie, że chociaż miłosierdzie Boże jest nieskończone, to człowiek może je po prostu odrzucić. Dlatego z niezwykłą żarliwością Franciszek zaprasza do dania Bogu szansy obdarowania nas swoim miłosierdziem. Bogu wystarczy już nie tylko zdecydowany krok w Jego stronę, ale samo nawet przyznanie się do niemocy, by go wykonać. Takim nieodzownym krokiem w stronę Boga jest przyjęcie sakramentu pokuty. Dla polskiego katolika zachęty papieża dotyczące spowiedzi nie będą niczym nowym i dziwnym. Jednak można sobie wyobrażać, że dla katolików mieszkających w krajach, gdzie od dawna konfesjonały służą za miejsce przechowywania mioteł i wiader do mycia kościelnej posadzki, może to być wyzwanie.

Zapewne nie brak będzie osób podchodzących do wywiadu z papieżem Franciszkiem poprzez pryzmat dyskusji związanej z ubiegłorocznym synodem dotyczącym rodziny, szczególnie w kontekście postulatów zmiany dyscypliny kościelnej wobec osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Kto oczekuje tego typu wypowiedzi, tego spotka rozczarowanie, nie tylko dlatego, że Andrea Tornielli już we wstępie odżegnuje się od wszelkiej taniej sensacji w tym temacie, ale także dlatego, iż sam Franciszek zdaje się zakładać istnienie sytuacji w których spowiednik nie może udzielić penitentowi rozgrzeszenia. Boże miłosierdzie nie ma więc być równoznaczne z nakazem rozgrzeszania każdej osoby, bez żadnej różnicy. Ma się ono wyrażać w tym, by nikt nie czuł się odtrącony. Spowiednik, jak podkreśla z naciskiem papież, powinien wysłuchać cierpliwie także osób, których nie może rozgrzeszyć, powinien podtrzymać ich nadzieję, zapewnić o Bożej miłości, wyjaśniając powody, dla których rozgrzeszenie nie może zostać udzielone.

By Boże miłosierdzie było na nowo docenione i przyjęte, trzeba, jak nawołuje Franciszek, wyjść ku tym, którzy są daleko. Dla papieża Franciszka wyjście Kościoła ku wykluczonym jest niezbędne i musi zastąpić postawę biernego oczekiwania na ich powrót. Nie może to wprawdzie oznaczać „pozwolenia wilkom na wejście do stada”, ale jest niezbędne. Żarliwy apel o nowy wysiłek ewangelizacyjny o wyjście w stronę tych, którzy są daleko, jest jedną z charakterystycznych cech tego pontyfikatu i tym, co kiedyś pozostanie w pamięci Kościoła po papieżu z Argentyny: „Trzeba skoczyć w ciemność, w noc, którą przemierza tak wielu naszych braci. Nauczyć się nawiązywać z nimi kontakt, pozwolić im odczuć naszą bliskość, nie pozwalając jednocześnie, by ciemność ta otoczyła nas i byśmy się stali od niej zależni”.

Ks. Marian Machinek MSF


Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB