Namiot Spotkania - z Bogiem twarzą w twarz

2011-12-10 20:05:12 (ost. akt: 2011-12-10 20:06:31)

Gdy Mojżesz chciał porozmawiać z Bogiem, szedł do Namiotu Spotkania, gdzie On już na niego czekał. A czy Ty chciałbyś podobnie? Móc porozmawiać z Bogiem twarzą w twarz, posłuchać tego, co On ma Ci do powiedzenia?

Namiot Spotkania to modlitwa, która pozwala zacieśnić naszą osobistą i osobową relację z Bogiem. To modlitwa, której warto poświęcić czas.

Namiot Spotkania to modlitwa, która pozwala zacieśnić naszą osobistą i osobową relację z Bogiem. To modlitwa, której warto poświęcić czas.

Autor: sxc.hu

Czytając Księgę Wyjścia nieraz ogarniało mnie uczucie zazdrości. Mojżesz, gdy chciał powiedzieć o czymś Bogu, wychodził poza obóz, z dala od ludzi i rozbijał namiot. Wchodził do niego, a wówczas zstępował „słup obłoku” i sam Bóg rozmawiał z Mojżeszem „tak, jak rozmawia się z przyjacielem – twarzą w twarz” [Wj 33, 7-11]. Czy my też tak możemy? Stanąć przed Bogiem i powiedzieć Mu wprost, co mi leży na sercu, a przede wszystkim usłyszeć od Niego, co On sam chce do mnie powiedzieć? Możemy! Motywem starotestamentalnego Namiotu Spotkania zainspirował się założyciel Oazy, Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki. Przygotował on sposób szczególnej modlitwy, który pozwala każdemu stanąć z Bogiem twarzą w twarz. Nazwał ją namiotem spotkania, na wzór Przybytku Mojżeszowego.

Księga Wyjścia 33,7-11:
Mojżesz zaś wziął namiot i rozbił go za obozem, i nazwał go Namiotem Spotkania. A ktokolwiek chciał się zwrócić do Pana, szedł do Namiotu Spotkania, który był poza obozem. Ile zaś razy Mojżesz szedł do namiotu, cały lud stawał przy wejściu do swych namiotów i patrzał na Mojżesza, aż wszedł do namiotu. Ile zaś razy Mojżesz wszedł do namiotu, zstępował słup obłoku i stawał u wejścia do namiotu, i wtedy [Pan] rozmawiał z Mojżeszem. Cały lud widział, że słup obłoku stawał u wejścia do namiotu. Cały lud stawał i każdy oddawał pokłon u wejścia do swego namiotu. A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem. Potem wracał Mojżesz do obozu, sługa zaś jego, Jozue, syn Nuna, młodzieniec, nie oddalał się z wnętrza namiotu.


Podstawa spotkania


Podstawowym faktem, jaki muszę sobie uświadomić, jest obecność Boga w Piśmie Świętym. To nie tylko zapis historyczny, to nie zwykła książka, ale Żywe Słowo. Muszę mieć świadomość (a jeśli jej nie mam, bo to nie jest łatwe, to powinienem bardzo chcieć ją mieć – Bóg widzi intencje), że otwierając Biblię i czytając jej Słowa, odbieram wiadomość od mojego Boga. Modlitwa namiotu spotkania polega właśnie na modlitwie z Pismem Świętym. Jakie są warunki dobrego namiotu spotkania? Klucz tkwi w słowie „spotkanie”. Moja modlitwa jest spotkaniem, a spotkanie może być tylko pomiędzy osobami. Ja, moja osoba, może się spotkać tylko z drugą osobą, a nie rzeczą czy wyobrażeniem. Modlitwa, która jest spotkaniem, oznacza spotkanie mnie, mojej osoby, z Bogiem – z Osobą Boga. To podkreśla ks. Blachnicki – Bóg jest osobą i moje relacja do Niego również powinna być osobowa, inaczej nie dojdzie do spotkania.

Kolejnym ważnym elementem jest czas i miejsce modlitwy. Gdy spotykam się z kimś, na kim mi mocno zależy, przygotowuję się do spotkania – wyznaczam miejsce i czas. Wtedy jestem tylko dla drugiej osoby. Identycznie muszę postąpić w modlitwie – ona musi mieć swoje miejsce i swój jasno określony czas, którego nie będę dzielił pomiędzy innych. Mojżesz wychodził do namiotu na pustynię – w spotkanie jego i Boga nikt inny nie wchodził, nikt nie naruszał tej intymności. Gdy chcę dobrze przygotować się na spotkanie z Bogiem w modlitwie, powinienem wybrać miejsce, w którym nikt mi nie będzie przeszkadzał (może kościół, park, własny pokój, gdy nikogo nie ma w domu) i określić czas – 15 minut, pół godziny, to zależy ode mnie, ale ważne, żebym przeznaczył go wyłącznie na spotkanie z Osobą Boga, a nie na myślenie o setkach innych spraw.

Wchodzimy do namiotu


Gdy już przygotuję wszystkie, nazwijmy je, techniczne kwestie mojej modlitwy – mam miejsce, czas, jestem wyciszony, „wchodzę do namiotu”, czyli rozpoczynam swoje spotkanie z Bogiem. Początek powinien być skierowany do Ducha Świętego. On jest dla mnie Pocieszycielem, którego wysłał do ludzi Jezus. To On umacnia mnie, a przede wszystkim modli się we mnie, gdy sam nie potrafię. To ważne, bo warunkiem dobrej modlitwy jest szczera wiara, że będzie do mnie mówił sam Bóg. Jeśli mam z tym problemy, to właśnie Duch Święty będzie modlił się we mnie, bo dobrze wie, czego mi potrzeba.

Kolejnym etapem jest rachunek sumienia, czyli duchowy oddech każdego wierzącego. Rachunek sumienia pozwala mi spojrzeć na samego siebie, na moje upadki, grzechy, na mój brak wiary. On nie mnie zdołować, dobić, ale pokazać prawdę o mnie, bo tylko w prawdzie, będę w stanie spotkać się z Bogiem. Tylko wtedy, gdy rzeczywiście uznam, że sam z siebie nic nie mogę, że potrzebuję Boga – będę mógł otworzyć się na Niego. Taki rachunek sumienia pozwala mi oczyścić się przed spotkaniem – wszystko, co mi ciążyło, zostało już wywleczone na światło dzienne.

Słucham Boga


Teraz, zaczyna się najważniejszy element mojego spotkania z Bogiem. Sięgam po Pismo Święte. To ważne, bo pokazuje jedną z prawd o modlitwie, o której często przypominał ks. Blachnicki. Modlitwa to nie czas na przekonanie Boga do moich planów – to czas na słuchanie Go i przekonanie się, do Jego planu. Otwieram Biblię i czytam wybrany fragment. Namiot spotkania nie polega na zwykłym czytaniu, jak np. podręcznika od historii. Tutaj mam świadomość, że odbieram Słowa od Boga – w końcu to spotkanie, więc ja, jako osoba, otrzymuję Słowa od drugiej osoby – od Boga. Nie słowa rzucone na oślep, ale konkretne, skierowane specjalnie do mnie w tym czasie. Z takim nastawieniem czytam fragment Pisma Świętego – Bóg mówi do mnie! Jaki fragment mam wybrać na codzienny namiot spotkania? Można modlić się do Ducha Świętego o wskazanie odpowiedniego fragmentu, ale najlepiej, jeśli zaufam temu, co podaje Kościół – codzienna Ewangelia, którą słyszę podczas mszy, jest najlepszym fragmentem, jaki mogę wykorzystać podczas swojego spotkania z Bogiem. Czytam ją kilkakrotnie, aż w końcu mnie dotknie. To znaczy, aż poczuję, co Bóg do mnie w tej chwili mówi.
Wówczas dopiero zaczyna się właściwa rozmowa, bo skoro usłyszałem głos Boga, który powiedział coś właśnie do mnie, to chcę Mu odpowiedzieć. To jest najintymniejszy moment mojej modlitwy, gdy będąc z Bogiem już twarzą w twarz, słysząc, co do mnie mówi, odpowiadam Mu – w pełni świadomie, ze szczerym sercem. Dzięki takim spotkaniom buduję relację z Bogiem. Jak z każdym przyjacielem – im częściej z Nim będę rozmawiał, tym bliżej siebie będziemy. Czy to jest łatwe – nie, ale warto.
Bartosz Orliński

Komentarze pokaż wszystkie komentarze w serwisie Coś się źle wyświetla? Widzisz błąd? Zgłoś nam to!