VII Niedziela zwykła

2012-02-19 12:00:00 (ost. akt: 2012-02-23 10:50:23)

Dzisiejsza Ewangelia mówi nam o uzdrowieniu paralityka. Natomiast ks. Zdzisław Kieliszek w swoim komentarzu podkreśla, że mimo iż nie lubimy słuchać o tym, co nieprzyjemne i trudne - czasem musimy. Dla własnego dobra.

VII Niedziela zwykła

Autor: sxc.hu

Ewangelia VII Niedzieli Zwykłej, rok B, Mk 2,1-12:

Gdy po pewnym czasie Jezus wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: „Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy”. A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: „Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga?” Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: „Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!” On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego.



GRZECH I PIEKŁO ISTNIEJĄ


Ks. Zdzisław Kieliszek Pewien ksiądz, pracujący od wielu lat za granicą, opowiadał mi kiedyś, jak wielkie oburzenie wśród wielu parafian wywołała jego homilia, w której poruszył temat grzechu i piekła. Parafianie niemal bezpośrednio po mszy świętej zwrócili mu uwagę, że w homiliach może mówić o Bożej dobroci, może też zachęcać do moralnie godziwego postępowania, ale otwarte mówienie o grzechu i straszenie piekłem w XXI wieku jest stanowczą przesadą. Zdaniem parafian tylko w ciemnym średniowieczu można było wmawiać ludziom, że są grzeszni oraz straszyć ich piekłem, ponieważ ludzie byli wówczas zacofani. Jednak dzisiaj, przy obecnym postępie nauki i techniki, jak dowodzili parafianie, nikt już grzechu i piekła nie będzie brać na poważne.

Fragment Ewangelii, który usłyszymy w kościołach w najbliższą niedzielę, opisujący uzdrowienie sparaliżowanego, może być doskonałą odpowiedzią na zarzuty owych parafian. Słowa wypowiedziane przez Jezusa do chorego: „Synu! Twoje grzechy są odpuszczone!” przypominają, że chrześcijanin prawdę o istnieniu grzechu i piekła powinien brać na poważnie. Gdyby ludzki grzech był fikcją, a piekło, jako wieczna konsekwencja ludzkiej zatwardziałości w grzechu nie istniało, Syn Boży z pewnością tych słów by nie wypowiedział.

Warto byśmy, słuchając niedzielnej perykopy ewangelicznej, zadali sobie pytanie: Czy przypadkiem my też, wzorem owych zagranicznych parafian, nie wierzymy w „rozwodnioną Ewangelię”, w której nie ma już miejsca na przesłanie o grzechu i wiecznym potępieniu? Gdyby się okazało, że niestety „nasza Ewangelia” też jest „rozwodniona”, znaczyłoby to, że wierzymy w kochającego i bezkrytycznego Boga, który nie oczekuje od nas żalu za grzechy i nawrócenia. Bóg wprawdzie chętnie wybacza człowiekowi grzechy, ale też i wzywa do odwrócenia się od grzechu, wskazując wyraźnie, że droga grzechu jest drogą wiecznej śmierci.
ks. Zdzisław Kieliszek



Świeckim Okiem:
Ewangelista opisuje, że z powodu tłumu, jaki otaczał Jezusa, ludzie, którzy przynieśli sparaliżowanego, musieli wejść na dach i spuścić go z góry. Nie było tak, żeby ten tłum był przeciwny przyniesieniu tego chorego do Jezusa, a jednak tłum ten, choć nieświadomie, ale jednak utrudniał dostęp do Niego. Często tak właśnie jest z nami, którzy jesteśmy Kościołem Chrystusa. My, wierzący utrudniamy ludziom z zewnątrz dostęp do Jezusa. I nie mówię nawet o naszych grzechach, o takim czy innym rozmijaniu się naszego życia z nauką Ewangelii. Wystarczy, że jesteśmy obojętni, zamknięci.

Chodzi o jakiś rodzaj wrażliwości serca, żeby dostrzec tych, co są na zewnątrz, którzy często sami „nie mają odwagi” zbliżyć się do Jezusa. Ludzie niosący sparaliżowanego zadali sobie trud, żeby znaleźć sposób by ten sparaliżowany mógł spotkać Jezusa. Oby nam nie brakowało takiego Bożego sprytu i determinacji, aby przyprowadzać innych do Jezusa. bet



Komentarze pokaż wszystkie komentarze w serwisie